Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie w Mumbaju. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życie w Mumbaju. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

Wesołego świętowania!



Kiedy pierwszy raz  usłyszeliśmy w Indiach życzenia "Happy Holidays" albo "Season's Greetings" byliśmy trochę zdziwieni. Można to przetłumaczyć jako “wszystkiego najlepszego z okazji świąt w tym sezonie.” Jakie to praktyczne w świecie, gdzie mamy tyle religii, a co za tym idzie tyle świąt.
Najczęściej używa się tego zwrotu w okresie świąt zimowych, kiedy to w zbliżonym czasie mamy: Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie, Nowy Rok, Święto Hanukkah, Divali i pewno wiele innych, których nie pamiętam. No więc,  żeby nie urazić czyjejś religijności i nie zastanawiać się czy ktoś obchodzi dane święto czy nie, życzy się ogólnie “Wesołego świętowania”, cokolwiek tam sobie świętujesz;-)

piątek, 8 marca 2013

„Zabawa w chowanego” czyli kolejny indyjski absurd



Bez sprzedawcy...

„Można sobie wyobrazić Indie bez Radżastanu, pomników Indiry Ghandi, nawet bez krów, słoni i tygrysów, ale nie bez straganów” czytamy w „Lalkach w ogniu” i oczywiście całkowicie się z tym zgadzamy. Stragany i targowiska to centrum życia indyjskiego, przycichają trochę w południe kiedy słońce praży, a potem wieczorem wybuchają z jeszcze większą siłą.  Nawoływanie, zachwalanie towarów, pobrzękiwanie, machanie byle pokazać  co się ma , zaistnieć.  Fajny jest ten rozgardiasz i harmider wokół zakupów. Lubimy nasz warzywno owocowy targ w Goregaon. Nauczyliśmy się tam trochę  „ichniego” języka i nie dajemy się już oszukać. Jak ktoś woła „ ek kilo bara rupia” a potem informuje nas, że za kilo mamy zapłacić 20 Rs, to z uśmiechem mówię mu – nej, nej, bara rupia - i on już wie, tym razem z  „białym” się nie udało bo wiem, że bara to 12 a nie 20.  Poza tym mamy już swoich ulubionych „straganiarzy”, którzy nas znają i nawet „doważą” na naszą korzyść.  No więc lubimy nasze indyjskie targowanie.

czwartek, 21 lutego 2013

W Bombaju na haju … czyli kolejna historia o indyjskich absurdach.



W krajach południowo azjatyckich z zaopatrzeniem się w “hasz” turyści raczej nie mają problemów. Częstość zaczepiania i okazji do zakupu jest aż nadto. Ale … zawsze jest jakieś ale … trzeba uważać co się robi, z kim się robi i gdzie się robi.
Dzisiejszy post będzie właśnie o przygodzie narkotykowo-sensacyjnej, w której pojawią się sceny kaskaderskie, policja, “przyjaciele”, szmal, hasz i dużo strachu. To historia “z życia wzięta”, która przydarzyła się naszemu znajomemu Felkowi.

środa, 13 lutego 2013

Dożywotne pozwolenie na bycie alkoholikiem czyli indyjskie absurdy.



Nie tak łatwo zostać alkoholikiem w Mumbaju. Ba ! Nie tak łatwo napić się piwa czy lampki wina, a co dopiero mówić o większym spożyciu!
I w cale nie chodzi o to, że trudno coś procentowego kupić, o nie ! Z tym akurat nie ma problemu. Całkiem legalnie można dokonać zakupów w „Wine shopie” czy restauracji, ale wypicie legalnie zakupionego piwa bez POZWOLENIA to już przestępstwo (?!). Okazuje się, że w stanie Maharasztra nadal obowiązuje stary przepis z czasów kolonialnych, zakazujący posiadania, transportowania i spożywania alkoholu bez pozwolenia.

piątek, 8 lutego 2013

Leczę hinduskie kompleksy.



Hindusi, podobnie jak inne narodowości „ciemnolice”, mają kompleksy na punkcie swojej karnacji. Jakoś to tak zawsze jest, że ludzie chcą tego, czego nie mają. Blondynki chcą być brunetkami, brunetki blondynkami, ja mam proste włosy a chciałabym mieć kręcone, wszystkie Europejki namiętnie się opalają, bo wiadomo, że „dziewczyny lubią brąz”, a w Azji  im bielszy tym lepszy.
No więc kiedy  mówię mojej koleżance, Hindusce:
- Jakie masz piękne włosy, takie czarne i gęste.
To ona na to:
- Coooo?! To ty masz piękne włosy, takie jasne i delikatne......
Żeby leczyć swoje kompleksy bogaci Hindusi mają dziwną modę zatrudniania „białych” dziewczyn na wesela, przyjęcia i tego typu „iwenty”.

sobota, 2 lutego 2013

Indyjskie placuszki cebulowe czyli ”onion badziewie”.



Jakoś zrobiło się kulinarnie na naszym blogu i dzisiaj znowu o jedzeniu ;-)
Na naszych domowych imprezkach coraz popularniejsze stają się moje placuszki potocznie przez nas nazywane „onion badziewie”. Nazwa wcale nie oznacza, że uważamy je za jakieś gorsze jedzenie, wręcz przeciwnie, stały się naszą  ulubioną przekąską w Indiach. Jak się okazuje nie tylko naszą , co mnie oczywiście bardzo cieszy. Ponieważ zostałam już posądzona o to, że specjalnie trzymam  w tajemnicy sekret robienia placuszków, postanowiłam wyjawić go otwarcie, niech świat pozna nasze kulinarne tajemnice;-) Ze specjalną dedykacją dla mumbajskich znajomych ;-)

piątek, 25 stycznia 2013

Dharavi czyli o slamsach w Mumbaju



Mumbai liczy - podobno - 20 mln mieszkańców, z czego połowa mieszka w slumsach. „Podobno” bo nikt tego dokładnie nie policzył, to dane szacunkowe.
Slamsy w Mumbaju można zobaczyć wszędzie, jeżeli tylko wyjedzie się poza „centrum” czyli Colabę i okolice. Prowizoryczne budy czy płachty materiału przypominające  namioty ustawione są w każdym miejscu „ niczyim”, przy ulicach, pod mostami, przy torach kolejowych, przy dużych, bogatych osiedlach. Przyklejone są do każdego krajobrazu mumbajskiego.

piątek, 11 stycznia 2013

Droga Joanno, czyli co nas irytuje w Mumbaju?



Niedawno napisała do nas Joanna, która wkrótce rozpoczyna pracę w Indiach. Miała bardzo wiele pytań dotyczących mieszkania w Mumbaju, kosztów, dojazdów, stosunków z Hindusami itp. No i Rajska odpowiadała jej punkt po punkcie, aż dotarła do pytania: a co wam najbardziej doskwiera w Mumbaju? Zaczęliśmy się zastanawiać i doszliśmy do wniosku, że prościej będzie odpowiedzieć co nam nie doskwiera, czyli co lubimy.
Lubimy robić zakupy na lokalnym markcie, wszyscy nas tam znają, nie oszukują, traktują jak swojaków.
Lubimy chodzić do knajpek na Mohamed Ali Road, gdzie za wypaśny obiad dla 4 osób ostatnio płaciliśmy 300RS, czyli jakieś 18 zł.
Rajska powiedziała, ze lubi pogodę, na co ja, że teraz mi jest w nocy zimno, a w kwietniu będzie mi za ciepło. Ale niech będzie, że pogoda jest na plus.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Prace na wysokościach czyli BHP po indyjsku.



Wszyscy, którzy byli w Indiach lub przynajmniej czytali „Lalki w ogniu” wiedzą, że tutaj wieżowce buduje się przy pomocy bambusowych rusztowań powiązanych linami, po których pracownicy, najczęściej na boso, przemieszczają się z zadziwiającą sprawnością i odwagą. Takie widoki można obserwować w Mumbaju niemalże na każdej ulicy, bo miasto pnie się w górę. Hindusi pracują jak mróweczki, nosząc na głowach miski z gruzem, piaskiem, cementem i to bez wyjątku mężczyźni czy kobiety, może nawet kobiety częściej bo są mniej opłacane.
Na naszym osiedlu jest nie inaczej. Rosną domy z prawej, z lewej rosną też...
Razu pewnego, zabawiłam się w obserwatora z aparatem w ręku i oto efekty. Dodam, że było to w niedzielę, w Indiach również jest to dzień wolny od pracy, ale nie dla pracowników na budowie...

środa, 26 grudnia 2012

Wesołych Świąt ! Fajnie być żoną Mikołaja!



Mieszkanie w ciepłych krajach ma swoje plusy i minusy, niewątpliwie do minusów można zaliczyć fakt, że jakoś świąt nie widać i nie czuć. Wypatrując jakichkolwiek oznak świątecznych najlepiej wybrać się do “Mola”. Duże sklepy i galerie pod tym względem nie zawiodą, zawsze postawią choinkę, a nawet przy odrobinie szczęścia można usłyszeć Happy Birthday Jesus w wykonaniu grupy dzieci w mikołajowych czapeczkach… W tym roku dodatkową atrakcją dla nas była wystrojona araucaria (drzewko iglastopodobne) przed naszym blokiem.

czwartek, 13 grudnia 2012

Wycieczka do MURUD, czyli o forcie, którego nigdy nie zdobyto.



Co robić jak się mieszka w Mumbaju i chce się odpocząć od tej miejskiej dżungli? Trzeba wybrać się gdzieś na wycieczkę. Niestety jechać musimy dość długo bo Mumbaj wielki i gdzie okiem sięgnąć ciągle widać ludzkie zabudowania. Podobno w Indiach nie można być samemu bo zaraz znajdą się wokół tłumy ludzi. No ale może przynajmniej trochę spokojniej, wiejsko, jakiś horyzont niezabudowany...
Takim ciekawym, w miarę spokojnym miejscem jest Alibaug i dalej Murud z pięknym fortem. 
O wycieczcie do Murud opowiedziała nam Maria, która mieszkała jakiś czas w Mumbaju więc sporo zwiedziła.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Mas Jid – Mumbaj NIE dla turystów?



Ponad rok temu, przez jakieś dwa miesiące, mieszkaliśmy w muzułmańskiej dzielnicy Mas Jid. Jak się potem dowiedzieliśmy podobno niebezpiecznej  dla „białasów”. Właściwie nie wiemy dlaczego ma taką opinię, my czuliśmy się tam bezpiecznie ... chociaż trzeba przyznać, że okolica robi wrażenie na świeżo przybyłych turystach. Sprawdzaliśmy to już parę razy, bo mimo wszystko lubimy tam zaglądać,  jak „robimy za przewodników” po Mumbaju.

piątek, 7 grudnia 2012

Wyścigi konne w Mumbaju



Dzięki naszym znajomym, w pierwszą niedzielę po powrocie do Indii, wybraliśmy się na wyścigi konne. To był nasz debiut na takiej imprezie  więc wszystko była dla nas nowe i ciekawe. Łato tam trafić, zaraz koło stacji Machalaxmi, po przeciwnej stronie dworca.
Wyścigi konne w Mumbaju, jak się dowiedzieliśmy, to impreza bardzo znana na całym świecie wśród specjalistów, hazardzistów.

niedziela, 30 września 2012

Pożegnanie Ganesha.



To był ten dzień - 29 września, pełnia księżyca, dzień wyznaczony przez astrologów. W tym dniu Mumbaj ogarnęło szaleństwo zabawy, radości, wiwatowania, czyli świętowanie po hindusku.
Zastanawialiśmy się nad tym, że u nas nie ma takich świąt, w czasie których ludzie wychodzą na ulicę, tańczą, grają, śpiewają, posypują się kolorowymi proszkami i jeszcze za darmo rozdają jedzenie. Tak żegna się Ganesha.

Po kilku dniach goszczenia go w domach, biurach, fabrykach, dzielnicach trzeba go teraz wrzucić do wody.

czwartek, 27 września 2012

Polonia w Bombaju.



Po raz pierwszy występowaliśmy jako indyjska Polonia rok temu, kiedy to spotkaliśmy się z podróżnikami panami Ryszardem i Jackiem. Byli oni na trasie swojej wyprawy “Śladami Polonii na świecie”. Oprócz nas i podróżników w spotkaniu uczestniczyła nasza znajoma Ania, która ma męża Hindusa i mieszka tutaj dłużej od nas. Rozmawialiśmy wówczas o tym, kogo można uznać za przedstawiciela Polonii.  Jak długo trzeba mieszkać za granicą, żeby należeć “do klubu”. “Ciocia Wikipedia” mówi, że to po prostu grupa Polaków mieszkająca za granicą i jej liczebność w Indiach to około 100 osób.  My uważaliśmy, że trzeba być przynajmniej “krzokiem”, natomiast my, to raczej tylko “ptoki”.
Już wyjaśniam, co to znaczy.  

środa, 19 września 2012

Wesołego Ganesha czyli Święto Ganpati!



Dzisiaj w Bombaju rozpoczęło się jedno z większych świąt hinduskich. Lord Ganesha – bóg dostatku i pomyślności z głową słonia jest ulubieńcem Mumbajczyków, dlatego właśnie tutaj jego święto obchodzone jest najhuczniej.
Atrybutem tego boga oprócz słoniowej głowy jest wielki brzuch, cztery ręce i szczur, na którym podobno jeździ. Zawsze pokazywany jest bez jednego kła. Różne są historie jak go stracił, jedna z nich mówi, że pisał nim słynne hinduskie opowieści między innymi Ramajanę.
Zgodnie z legendami Ganesha nie miał łatwego dzieciństwa. Jest synem Shiwy i Parwati. Kiedyś był zwykłym boskim chłopcem, dopóki jego ojciec się nie zdenerwował i nie obciął mu głowy. Dlaczego? Tu mity podają różne wersje. Jedna mówi, że  nie wiedział o istnieniu syna, wrócił do domu, a tu jakiś dzieciak biega i wrzeszczy, więc obciął mu głowę. Jak się dowiedział, że to jego syn, próbował na szybko ratować sytuację, akurat nawinął się pod rękę słoń. Jakie są dalsze losy słonia, legendy milczą.

czwartek, 6 września 2012

Polskie tęsknoty jedzeniowe!


Chyba wszyscy Polacy mieszkający za granicą wiedzą co to znaczy. Najlepiej mają się ci, którzy mogą gdzieś na obczyźnie odwiedzić „polskie sklepy” lub przynajmniej kupić gdzieś polskie produkty. Im dalej od Polski tym trudniej, a w Indiach to już w ogóle niemożliwe. Już po miesiącu pobytu za granicą dopada Polaków ochota na świeże, chrupiące pieczywo, polską kiełbasę, bigos, kiszone ogórki, śledzie itd.... A w miarę upływu czasu jest coraz gorzej! Po prawie 3 latach bycia na obczyźnie każdy gość przywożący polskie kabanosy czy żółty ser witany jest z radością, a każdy kęs smakowany jak delicje! Mamy to szczęście, że odwiedzają nas tacy goście, za co jesteśmy im niezmiernie wdzięczni ;-)

piątek, 31 sierpnia 2012

Czy mieszkanie w Indiach znieczula na biedę?


Chyba tak – muszę to szczerze przyznać.
Mieszkam tu już dwa lata i widok babci bez palców u rąk nóg, żebrających dzieci, niewidomego dziadka i ludzi mieszkających pod mostem stał się dla mnie codziennością. Mijam ich jak wystawy sklepowe, które już mi się opatrzyły.
Prawdą natomiast jest, że nigdy w życiu nie widziałam tylu ludzi z fizycznymi ułomnościami, zniekształconych, oszpeconych, poparzonych, bez rąk, nóg, palców, nosów, z garbami.... Te wszystkie kalectwa są dodatkowo eksponowane, prezentowane, wystawione na widok publiczny, są przecież sposobem zarabiania pieniędzy.

niedziela, 19 sierpnia 2012

W Mumbaju lamparty zabijają ludzi.


Żeby dotrzeć do naszego osiedla musimy przejechać przez las (Hindusi mówią na to dżungla) i tu zaczyna się problem, szczególnie  po zmroku. Nie tak łatwo namówić rikszarza do pokonania tej drogi. Najpierw udaje, że nie wie, gdzie to jest, uspakajamy, że my znamy drogę. Wtedy on zaczyna machać rękami i wołać:  cita, cita co ma oznaczać  chitach, chitach, dając do zrozumienia, że obawia się ataku lamparta, a kiedy i to nas nie zniechęca zaczyna „żegnać się” wielokrotnie i mówić coś o duchach.

niedziela, 22 lipca 2012

W Mumbaju brakuje sępów do rozszarpywania zmarłych.


To szokujące stwierdzenie ale prawdziwe. Związane jest ze społecznością Parsów lub Parsi (jak o sobie sami mówią) żyjącą w Mumbaju.  Są to wyznawcy zaratusztranizmu (zoroastryzmu)
Do dziś żyją­ oni w zgo­dzie ze swymi daw­nymi wie­rze­niami, zwią­za­nymi z kul­tem Zara­tu­stry. Nie chcąc kalać ist­nie­ją­cych na naszej pla­ne­cie żywio­łów: ognia, wody, powie­trza i ziemi zwło­kami swych współ­wy­znaw­ców – oddają ciała swych zmar­łych sępom na pożar­cie. Prastarym zwyczajem zwłoki należy umieścić na dachmie (wieży milczenia), żeby sępy oczyściły je z ciała, a potem kości wrzucić do głębokiej studni wewnątrz wieży, gdzie zamienią się w proch. Koncentryczna dachma ma trzy kręgi, osobne dla mężczyzn, kobiet i dzieci. Zmarłymi zajmują się tylko nasasalar (nosiciele ciał).