Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 marca 2016

WIELKANOC w podróży po Azji.

Podróżując po Azji południowo wschodniej w czasie Bożego Narodzenia na pewno w wielu miejscach znajdziecie akcenty świąteczne. Prawdę mówiąc X-mas czyli święto choinki i Mikołaja stało się międzynarodowe i nie ważne czy to będzie buddyjska Tajlandia czy hinduistyczne Indie, choinkę i Mikołaja zobaczycie wszędzie. No chyba, że traficie do kraju gdzie Christmas jest prawnie zabroniony np. w małym islamskim państewku na wyspie Borneo czyli Brunei.
Inaczej rzecz się ma ze Świętami Wielkiej Nocy. Będąc w podróży można właściwie zapomnieć i nie zauważyć, że mamy święta. Chyba że zadamy sobie ten trud i znajdziemy się w odpowiednim miejscu lub poszukamy ciekawych świątecznych akcentów ;-) Z doświadczeń naszych podróży możemy podpowiedzieć 3 ciekawe rozwiązania na spędzanie świąt w dalekiej Azji:

poniedziałek, 28 grudnia 2015

W ciepłych krajach też bywa zimno :-)

W Tajlandii aż tak zimno nie jest J Zima w Tajlandii to mały 'pikuś', w porównaniu z tym co widzicie na zdjęciach ;-)
Ale jeżeli ktoś się wybiera w północne Indie, np. w okolice Himalajów to musi się odpowiednio przygotować. Indie, to co prawda jedno z najcieplejszych państw na świecie, ale warto wiedzieć, że to ogromny kraj i północ bardzo różni się klimatycznie od południa.
Miejsca, które widzicie na zdjęciach to północne Indie, dokładnie  East Sikkim Tsomgo (Changu) lake. Byliśmy tam w styczniu 2011 roku i było naprawdę zimno;-)  Potem pojechaliśmy do słynnego Darjeeling i też zmarzliśmy ;-) Ale za to napiliśmy się gorącej, pysznej herbaty darjeeling ;-)

środa, 16 września 2015

"77 SŁONI"

To seria filmów o Indiach stworzona, wyreżyserowana i przedstawiona przez Piotra (bardziej znanego w gronie naszych mumbajskich znajomych jako Felek) oraz jego znajomego Roberta.
Zapowiedź filmu TUTAJ 
Na pewno nasi mumbajscy znajomi pamiętają Felka, który nas odwiedził swego czasu, jeżeli nie osobiście to przynajmniej z opowieści o jego sensacyjno-narkotykowej przygodzie z mumbajskimi policjantami.
Tak, tak to ten sam Felek ... wrócił do Indii i film nakręcił. Co on nie wyprawiał, kąpiel w Gangesie i spotkanie z ulicznym golibrodą to dopiero początek przygód. Musicie to zobaczyć!
Eeech Indie, co za kraj, nadal 'leczymy traumę' po zbyt długim mieszkaniu w Mumbaju a już zaczynamy kombinować kiedy tam znowu jechać...


środa, 27 marca 2013

Happy Holi czyli "święto wiosny"

Święto Holi nazywane Festiwalem Kolorów to święto radości i wiosny. Najweselej i najkolorowiej obchodzone jest w Radżastanie. Niektórzy je uwielbiają i bawią się na całego. Inni uważają , że to dzień kiedy najlepiej nie wychodzić z hotelu bo będziesz cały obsypany kolorowymi proszkami, które trudno zmyć, a ubrania nadają się już tylko do wyrzucenia.
Najbardziej znana legenda, związana z Holi opowiada historię okrutnego króla demonów – Hiranyakashyap, który chciał, aby wszyscy w jego królestwie modlili się tylko do niego. Jedynie jego własny syna – Prahlada, sprzeciwił się i żarliwie modlił się do boga Naarayana (Vishnu).

niedziela, 24 marca 2013

Kolejny brutalny gwałt w Indiach.



Świat zachodni został poruszony brutalnym gwałtem jaki dokonano na Szwajcarce podróżującej ze swoim mężem po Indiach. Do nas zwróciło się kilka osób z pytaniem, co się tam u was w tych Indiach dzieje, więc spieszymy z wyjaśnieniami.
Głośno się zrobiło, bo zgwałcona kobieta była Europejką, gdyby była Hinduską (a atak nie zakończył się śmiercią poszkodowanej), nikt by się tym zanadto nie przejął. Kilka miesięcy temu było bardzo głośno o historii dziewczyny, która jechała ze swoim chłopakiem nocnym autobusem. Autobus został WYNAJĘTY przez grupę mężczyzn, która chciała w nim „zapolować”.

środa, 20 marca 2013

Siedzimy... nic się nie dzieje...



W Indiach wszystko jest inne:  jedzenie, religie, pogoda, sposób myślenia, relacje międzyludzkie, ruch uliczny, wszystko, nawet siedzi się inaczej. Naprawdę!
„W przeludnionych Indiach znalezienie miejsca i odpowiednie usadzenie się to umiejętność nie do przecenienia. Tłok i bieda sprawiają, że zwykle nie ma na czym siedzieć. Więc siedzi się niejako na samym sobie.” Lalki w ogniu.
Brzmi to dziwnie, ale to prawda. Podpatrzyliśmy trochę jak siedzą Hindusi i rzeczywiście to dziwna metoda, my tak nie potrafimy. „Z kolanami przylegającymi do obojczyków i piętami przyklejonymi do ziemi zapewniają sobie dwie ważne sprawy: komfort i oszczędność przestrzeni.”

czwartek, 14 marca 2013

HOTELE W INDIACH czyli gdzie nocować



W naszej wyprawie po Azji staliśmy się specjalistami od podróży niskobudżetowych.  Z reguły wybieramy hotele, "Guest Housy" w niskich cenach, ale rozsądnych warunkach. Jak je wybieramy?
Są trzy metody:
1.Zdajemy się na oferty polecane w „Lonely Planet”. Informacje tam zawarte są wiarygodne, adresy i opisy dokładne, jedynie ceny się różnią. Każdy obiekt polecony w LP, zaraz podnosi ceny bo staje się bardziej znany i częściej odwiedzany.
2.Pytamy rikszarzy. Czasami to strzał w dziesiątkę, informujemy naszego wybranego kierowcę, że szukamy noclegu w cenie np. 400 – 500Rs i on nas wozi od hotelu do hotelu, aż coś znajdziemy.  Ma z tego prowizje w hotelach, więc mu się opłaca dostarczyć klienta. Ta metoda jest jednak trudniejsza, bo często usłyszymy, „nieee, za 500Rs tutaj nie znajdziecie hotelu, są tylko takie za 1000Rs”. Wiadomo, droższy hotel , wyższa prowizja. Trzeba więc być cierpliwym i stanowczym.
3.Podpytujemy spotkanych po drodze podróżników, co polecają. To bardzo dobra metoda, tylko nie zawsze znajdujemy takich informatorów.

piątek, 8 marca 2013

„Zabawa w chowanego” czyli kolejny indyjski absurd



Bez sprzedawcy...

„Można sobie wyobrazić Indie bez Radżastanu, pomników Indiry Ghandi, nawet bez krów, słoni i tygrysów, ale nie bez straganów” czytamy w „Lalkach w ogniu” i oczywiście całkowicie się z tym zgadzamy. Stragany i targowiska to centrum życia indyjskiego, przycichają trochę w południe kiedy słońce praży, a potem wieczorem wybuchają z jeszcze większą siłą.  Nawoływanie, zachwalanie towarów, pobrzękiwanie, machanie byle pokazać  co się ma , zaistnieć.  Fajny jest ten rozgardiasz i harmider wokół zakupów. Lubimy nasz warzywno owocowy targ w Goregaon. Nauczyliśmy się tam trochę  „ichniego” języka i nie dajemy się już oszukać. Jak ktoś woła „ ek kilo bara rupia” a potem informuje nas, że za kilo mamy zapłacić 20 Rs, to z uśmiechem mówię mu – nej, nej, bara rupia - i on już wie, tym razem z  „białym” się nie udało bo wiem, że bara to 12 a nie 20.  Poza tym mamy już swoich ulubionych „straganiarzy”, którzy nas znają i nawet „doważą” na naszą korzyść.  No więc lubimy nasze indyjskie targowanie.

czwartek, 21 lutego 2013

W Bombaju na haju … czyli kolejna historia o indyjskich absurdach.



W krajach południowo azjatyckich z zaopatrzeniem się w “hasz” turyści raczej nie mają problemów. Częstość zaczepiania i okazji do zakupu jest aż nadto. Ale … zawsze jest jakieś ale … trzeba uważać co się robi, z kim się robi i gdzie się robi.
Dzisiejszy post będzie właśnie o przygodzie narkotykowo-sensacyjnej, w której pojawią się sceny kaskaderskie, policja, “przyjaciele”, szmal, hasz i dużo strachu. To historia “z życia wzięta”, która przydarzyła się naszemu znajomemu Felkowi.

piątek, 15 lutego 2013

Historia miłosna z „Happy Endem”.

Rupaly z Vasco, podczas kręcenia Dia Aur Bati Hum


Ponieważ wczoraj, Rajski jak co roku, udawał, że żadnych walentynek NIE MA, postanowiłam przynajmniej historie miłosną napisać.... A że historia prawdziwa, świeża i od tygodnia zamierzałam przysiąść nad nią więc dzień wydawał się idealny...
Historia będzie o Rupaly, naszej hinduskiej przyjaciółce, która postanowiła sprzeciwić się woli rodziców, wyjść za mąż za faceta, którego sama sobie  wybrała i co więcej wyjechać  z nim do Ameryki (bo on Amerykanin był).  Ci którzy nie znają lub nie pamiętają pierwszej części tej historii powinni przeczytać  TUTAJ.

środa, 13 lutego 2013

Dożywotne pozwolenie na bycie alkoholikiem czyli indyjskie absurdy.



Nie tak łatwo zostać alkoholikiem w Mumbaju. Ba ! Nie tak łatwo napić się piwa czy lampki wina, a co dopiero mówić o większym spożyciu!
I w cale nie chodzi o to, że trudno coś procentowego kupić, o nie ! Z tym akurat nie ma problemu. Całkiem legalnie można dokonać zakupów w „Wine shopie” czy restauracji, ale wypicie legalnie zakupionego piwa bez POZWOLENIA to już przestępstwo (?!). Okazuje się, że w stanie Maharasztra nadal obowiązuje stary przepis z czasów kolonialnych, zakazujący posiadania, transportowania i spożywania alkoholu bez pozwolenia.

piątek, 8 lutego 2013

Leczę hinduskie kompleksy.



Hindusi, podobnie jak inne narodowości „ciemnolice”, mają kompleksy na punkcie swojej karnacji. Jakoś to tak zawsze jest, że ludzie chcą tego, czego nie mają. Blondynki chcą być brunetkami, brunetki blondynkami, ja mam proste włosy a chciałabym mieć kręcone, wszystkie Europejki namiętnie się opalają, bo wiadomo, że „dziewczyny lubią brąz”, a w Azji  im bielszy tym lepszy.
No więc kiedy  mówię mojej koleżance, Hindusce:
- Jakie masz piękne włosy, takie czarne i gęste.
To ona na to:
- Coooo?! To ty masz piękne włosy, takie jasne i delikatne......
Żeby leczyć swoje kompleksy bogaci Hindusi mają dziwną modę zatrudniania „białych” dziewczyn na wesela, przyjęcia i tego typu „iwenty”.

sobota, 2 lutego 2013

Indyjskie placuszki cebulowe czyli ”onion badziewie”.



Jakoś zrobiło się kulinarnie na naszym blogu i dzisiaj znowu o jedzeniu ;-)
Na naszych domowych imprezkach coraz popularniejsze stają się moje placuszki potocznie przez nas nazywane „onion badziewie”. Nazwa wcale nie oznacza, że uważamy je za jakieś gorsze jedzenie, wręcz przeciwnie, stały się naszą  ulubioną przekąską w Indiach. Jak się okazuje nie tylko naszą , co mnie oczywiście bardzo cieszy. Ponieważ zostałam już posądzona o to, że specjalnie trzymam  w tajemnicy sekret robienia placuszków, postanowiłam wyjawić go otwarcie, niech świat pozna nasze kulinarne tajemnice;-) Ze specjalną dedykacją dla mumbajskich znajomych ;-)

piątek, 25 stycznia 2013

Dharavi czyli o slamsach w Mumbaju



Mumbai liczy - podobno - 20 mln mieszkańców, z czego połowa mieszka w slumsach. „Podobno” bo nikt tego dokładnie nie policzył, to dane szacunkowe.
Slamsy w Mumbaju można zobaczyć wszędzie, jeżeli tylko wyjedzie się poza „centrum” czyli Colabę i okolice. Prowizoryczne budy czy płachty materiału przypominające  namioty ustawione są w każdym miejscu „ niczyim”, przy ulicach, pod mostami, przy torach kolejowych, przy dużych, bogatych osiedlach. Przyklejone są do każdego krajobrazu mumbajskiego.

piątek, 18 stycznia 2013

Poobiednia drzemka w stylu indyjskim.

To że w Indiach ludzie śpią na ulicy to utarty slogan i nikogo już nie dziwi, nawet w Polsce. Ale oprócz układania się do snu na nocny odpoczynek Hindusi, podobnie jak wszyscy mieszkańcy ciepłych krajów, lubią zdrzemnąć się w ciągu dnia, kiedy to robi się zbyt ciepło, żeby robić cokolwiek innego. W niektórych krajach poobiednia drzemka nazywana jest sjestą, w Indiach takiego określenia się nie używa, ale chodzi o to samo. W tym czasie stragany są zamykane, czyli przysłonięte płachtą materiału, a gdzieś za ladą właściciel ucina sobie drzemkę. Ruch handlowy spowalnia, chociaż w Indiach nigdy nie zamiera...

wtorek, 15 stycznia 2013

Przez Indie w poszukiwaniu McDonalda i KFC



Po długiej przerwie wracamy do serii „Wywiady z podróżnikami”. Dzisiaj oddajemy głos Grzegorzowi z Zielonej Góry, który przez 2 tygodnie, w porze deszczowej przemierzał Indie. Oprócz typowych porad co zobaczyć i jak się poruszać, Grzegorz podpowiada jak sobie radzić jeżeli się nie przepada za kuchnią indyjską i jeszcze na dodatek lubi się mięso czyli "ryżowo warzywne papki z domieszką dużej ilości przypraw" raczej nie zachęcają. A trzeba pamiętać, że Indie to raj dla wegetarian.
Z głodu nie umrzecie;-) W Indiach też można ... czasami ... znaleźć McDonalda i KFC...

piątek, 11 stycznia 2013

Droga Joanno, czyli co nas irytuje w Mumbaju?



Niedawno napisała do nas Joanna, która wkrótce rozpoczyna pracę w Indiach. Miała bardzo wiele pytań dotyczących mieszkania w Mumbaju, kosztów, dojazdów, stosunków z Hindusami itp. No i Rajska odpowiadała jej punkt po punkcie, aż dotarła do pytania: a co wam najbardziej doskwiera w Mumbaju? Zaczęliśmy się zastanawiać i doszliśmy do wniosku, że prościej będzie odpowiedzieć co nam nie doskwiera, czyli co lubimy.
Lubimy robić zakupy na lokalnym markcie, wszyscy nas tam znają, nie oszukują, traktują jak swojaków.
Lubimy chodzić do knajpek na Mohamed Ali Road, gdzie za wypaśny obiad dla 4 osób ostatnio płaciliśmy 300RS, czyli jakieś 18 zł.
Rajska powiedziała, ze lubi pogodę, na co ja, że teraz mi jest w nocy zimno, a w kwietniu będzie mi za ciepło. Ale niech będzie, że pogoda jest na plus.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Prace na wysokościach czyli BHP po indyjsku.



Wszyscy, którzy byli w Indiach lub przynajmniej czytali „Lalki w ogniu” wiedzą, że tutaj wieżowce buduje się przy pomocy bambusowych rusztowań powiązanych linami, po których pracownicy, najczęściej na boso, przemieszczają się z zadziwiającą sprawnością i odwagą. Takie widoki można obserwować w Mumbaju niemalże na każdej ulicy, bo miasto pnie się w górę. Hindusi pracują jak mróweczki, nosząc na głowach miski z gruzem, piaskiem, cementem i to bez wyjątku mężczyźni czy kobiety, może nawet kobiety częściej bo są mniej opłacane.
Na naszym osiedlu jest nie inaczej. Rosną domy z prawej, z lewej rosną też...
Razu pewnego, zabawiłam się w obserwatora z aparatem w ręku i oto efekty. Dodam, że było to w niedzielę, w Indiach również jest to dzień wolny od pracy, ale nie dla pracowników na budowie...

czwartek, 3 stycznia 2013

Indyjska ściąga jedzeniowa.



Ile razy zdarzyło wam się w podróży, że dostajecie manu w knajpce, z zadowoleniem patrzycie, że napisana znanymi wam literami, a nie jakimiś ślimaczkami, ale w miarę czytania mina wam rzednie:
Masala Dosa, Kashmiri Biryani, Paneer Pulav czy Gobi Manchurian no i co tu wybrać, co to w ogóle jest? Dopytywanie się u kelnera czasami tylko utrudnia sprawę, więc pozostaje eksperymentować...
Zawsze zajmuje nam parę dni zorientowanie się w podstawowych nazwach lokalnych specjałów, a wszystkiego i tak nigdy nie jesteśmy w stanie rozszyfrować.
Stąd pomysł na „ściągę jedzeniową”!

środa, 26 grudnia 2012

Wesołych Świąt ! Fajnie być żoną Mikołaja!



Mieszkanie w ciepłych krajach ma swoje plusy i minusy, niewątpliwie do minusów można zaliczyć fakt, że jakoś świąt nie widać i nie czuć. Wypatrując jakichkolwiek oznak świątecznych najlepiej wybrać się do “Mola”. Duże sklepy i galerie pod tym względem nie zawiodą, zawsze postawią choinkę, a nawet przy odrobinie szczęścia można usłyszeć Happy Birthday Jesus w wykonaniu grupy dzieci w mikołajowych czapeczkach… W tym roku dodatkową atrakcją dla nas była wystrojona araucaria (drzewko iglastopodobne) przed naszym blokiem.