Legenda
- Strona główna
- O NAS
- Dwa lata w Chinach
- Ranking indyjskich destynacji
- Podróż po Indiach - porady
- Podróż po Tajlandii - porady
- Podróż na Bali - porady
- Perełki Isaanu - Tajlandia
- Tajskie plaże
- "Nasza" Tajlandia
- W tajskiej szkole
- Opowieści indyjskie
- Wywiady z podróżnikami
- My w Bollywood
- Filipiny
- Nepal
- Kambodża
- Laos
- Malezja
- Wietnam
sobota, 30 marca 2013
środa, 27 marca 2013
Happy Holi czyli "święto wiosny"
Święto Holi nazywane Festiwalem Kolorów to święto radości i wiosny. Najweselej i najkolorowiej obchodzone jest w Radżastanie. Niektórzy je uwielbiają i bawią się na całego. Inni uważają , że to dzień kiedy najlepiej nie wychodzić z hotelu bo będziesz cały obsypany kolorowymi proszkami, które trudno zmyć, a ubrania nadają się już tylko do wyrzucenia.
Najbardziej znana legenda, związana z Holi opowiada historię
okrutnego króla demonów – Hiranyakashyap, który chciał, aby wszyscy w
jego królestwie modlili się tylko do niego. Jedynie jego
własny syna – Prahlada, sprzeciwił się i żarliwie modlił się do boga Naarayana
(Vishnu).
niedziela, 24 marca 2013
Kolejny brutalny gwałt w Indiach.
Świat zachodni
został poruszony brutalnym gwałtem jaki dokonano na Szwajcarce podróżującej ze
swoim mężem po Indiach. Do nas zwróciło się kilka osób z pytaniem, co się tam u
was w tych Indiach dzieje, więc spieszymy z wyjaśnieniami.
Głośno się
zrobiło, bo zgwałcona kobieta była Europejką, gdyby była Hinduską (a atak nie
zakończył się śmiercią poszkodowanej), nikt by się tym zanadto nie przejął.
Kilka miesięcy temu było bardzo głośno o historii dziewczyny, która jechała ze
swoim chłopakiem nocnym autobusem. Autobus został WYNAJĘTY przez grupę
mężczyzn, która chciała w nim „zapolować”.
środa, 20 marca 2013
Siedzimy... nic się nie dzieje...
„W
przeludnionych Indiach znalezienie miejsca i odpowiednie usadzenie się to
umiejętność nie do przecenienia. Tłok i bieda sprawiają, że zwykle nie ma na
czym siedzieć. Więc siedzi się niejako na samym sobie.” Lalki w ogniu.
Brzmi to
dziwnie, ale to prawda. Podpatrzyliśmy trochę jak siedzą Hindusi i rzeczywiście
to dziwna metoda, my tak nie potrafimy. „Z kolanami przylegającymi do
obojczyków i piętami przyklejonymi do ziemi zapewniają sobie dwie ważne sprawy:
komfort i oszczędność przestrzeni.”
czwartek, 14 marca 2013
HOTELE W INDIACH czyli gdzie nocować
W naszej
wyprawie po Azji staliśmy się specjalistami od podróży niskobudżetowych. Z reguły wybieramy hotele, "Guest Housy" w
niskich cenach, ale rozsądnych warunkach. Jak je wybieramy?
Są trzy
metody:
1.Zdajemy się
na oferty polecane w „Lonely Planet”. Informacje tam zawarte są wiarygodne,
adresy i opisy dokładne, jedynie ceny się różnią. Każdy obiekt polecony w LP,
zaraz podnosi ceny bo staje się bardziej znany i częściej odwiedzany.
2.Pytamy rikszarzy.
Czasami to strzał w dziesiątkę, informujemy naszego wybranego kierowcę, że
szukamy noclegu w cenie np. 400 – 500Rs i on nas wozi od hotelu do hotelu, aż
coś znajdziemy. Ma z tego prowizje w
hotelach, więc mu się opłaca dostarczyć klienta. Ta metoda jest jednak trudniejsza,
bo często usłyszymy, „nieee, za 500Rs tutaj nie znajdziecie hotelu, są tylko
takie za 1000Rs”. Wiadomo, droższy hotel , wyższa prowizja. Trzeba więc być
cierpliwym i stanowczym.
3.Podpytujemy
spotkanych po drodze podróżników, co polecają. To bardzo dobra metoda, tylko
nie zawsze znajdujemy takich informatorów.
piątek, 8 marca 2013
„Zabawa w chowanego” czyli kolejny indyjski absurd
![]() |
| Bez sprzedawcy... |
„Można sobie
wyobrazić Indie bez Radżastanu, pomników Indiry Ghandi, nawet bez krów, słoni i
tygrysów, ale nie bez straganów” czytamy w „Lalkach w ogniu” i oczywiście
całkowicie się z tym zgadzamy. Stragany i targowiska to centrum życia indyjskiego,
przycichają trochę w południe kiedy słońce praży, a potem wieczorem wybuchają z
jeszcze większą siłą. Nawoływanie,
zachwalanie towarów, pobrzękiwanie, machanie byle pokazać co się ma , zaistnieć. Fajny jest ten rozgardiasz i harmider wokół
zakupów. Lubimy nasz warzywno owocowy targ w Goregaon. Nauczyliśmy się tam
trochę „ichniego” języka i nie dajemy
się już oszukać. Jak ktoś woła „ ek kilo bara rupia” a potem informuje nas, że za
kilo mamy zapłacić 20 Rs, to z uśmiechem mówię mu – nej, nej, bara rupia - i on
już wie, tym razem z „białym” się nie
udało bo wiem, że bara to 12 a nie 20. Poza tym mamy już swoich ulubionych „straganiarzy”,
którzy nas znają i nawet „doważą” na naszą korzyść. No więc lubimy nasze indyjskie targowanie.
środa, 27 lutego 2013
Przetańczyć całą noc – czyli mój pierwszy raz w Bollywood
Bollywood kojarzy się wszystkim ze scenami tańczonymi,
więc perspektywa zagrania w scenie z tańcami brzmi całkiem zachęcająco. Każdy
turysta się skusi… Noc na balu, długie, błyszczące suknie, mocne makijaże,
drinki … brzmi nieźle… ale to tylko plan
zdjęciowy, wszystko to fikcja, udawanie. Suknie okazują się niepierwszej
młodości, w dodatku pomięte, drinki to kolorowa woda niewiadomego pochodzenia,
wykładzina poplamiona i jeszcze taniec bez muzyki, co to za taniec? Taki jest
Bollywood, magia ułudy, a widz i tak się zachwyci jak zobaczy efekt końcowy. I tylko
ci co zobaczyli wszystko “od kuchni” wiedzą jak to powstawało. Bo w Indiach
wszystko się może zdarzyć ;-)
Dzisiaj swoje wrażenia opisuje Eunika Mołoń:
czwartek, 21 lutego 2013
W Bombaju na haju … czyli kolejna historia o indyjskich absurdach.
W krajach południowo azjatyckich z
zaopatrzeniem się w “hasz” turyści raczej nie mają problemów. Częstość
zaczepiania i okazji do zakupu jest aż nadto. Ale … zawsze jest jakieś ale …
trzeba uważać co się robi, z kim się robi i gdzie się robi.
Dzisiejszy post będzie właśnie o przygodzie
narkotykowo-sensacyjnej, w której pojawią się sceny kaskaderskie, policja, “przyjaciele”,
szmal, hasz i dużo strachu. To historia “z życia wzięta”, która przydarzyła się
naszemu znajomemu Felkowi.
niedziela, 17 lutego 2013
Historia jednego „shootingu” w Bollywoodzie.
Praca w
Bollywoodzie bywa fajna, śmieszna, nudna, a czasami denerwująca i irytująca. Tak
było tym razem. Indyjska organizacja, a raczej dezorganizacja przybiera często
postać trudną do zaakceptowania, a co dopiero zrozumienia. Przyzwyczailiśmy się
już do tego, że plany zmieniają się z godziny na godzinę i nigdy nie można być
niczego pewnym. Kładziemy się spać z nastawieniem, że rano mamy się stawić w
wyznaczonym miejscu, a o 1 w nocy dostajemy sms, że miejsce się zmieniło lub "shooting" jest odwołany. Albo z kolei rano ktoś wydzwania, że teraz, natychmiast masz
się pojawić na planie, dlaczego nie można było tego ustalić wcześniej?? Bo
jesteśmy w Indiach i tu wszystko jest po indyjsku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


