sobota, 30 marca 2013

Życzenia świąteczne


Kochani!
Z dalekiego świata ślemy Wam życzenia 
zdrowych i pogodnych Świąt Wielkiej Nocy.
                                                                                                                          Rajscy




środa, 27 marca 2013

Happy Holi czyli "święto wiosny"

Święto Holi nazywane Festiwalem Kolorów to święto radości i wiosny. Najweselej i najkolorowiej obchodzone jest w Radżastanie. Niektórzy je uwielbiają i bawią się na całego. Inni uważają , że to dzień kiedy najlepiej nie wychodzić z hotelu bo będziesz cały obsypany kolorowymi proszkami, które trudno zmyć, a ubrania nadają się już tylko do wyrzucenia.
Najbardziej znana legenda, związana z Holi opowiada historię okrutnego króla demonów – Hiranyakashyap, który chciał, aby wszyscy w jego królestwie modlili się tylko do niego. Jedynie jego własny syna – Prahlada, sprzeciwił się i żarliwie modlił się do boga Naarayana (Vishnu).

niedziela, 24 marca 2013

Kolejny brutalny gwałt w Indiach.



Świat zachodni został poruszony brutalnym gwałtem jaki dokonano na Szwajcarce podróżującej ze swoim mężem po Indiach. Do nas zwróciło się kilka osób z pytaniem, co się tam u was w tych Indiach dzieje, więc spieszymy z wyjaśnieniami.
Głośno się zrobiło, bo zgwałcona kobieta była Europejką, gdyby była Hinduską (a atak nie zakończył się śmiercią poszkodowanej), nikt by się tym zanadto nie przejął. Kilka miesięcy temu było bardzo głośno o historii dziewczyny, która jechała ze swoim chłopakiem nocnym autobusem. Autobus został WYNAJĘTY przez grupę mężczyzn, która chciała w nim „zapolować”.

środa, 20 marca 2013

Siedzimy... nic się nie dzieje...



W Indiach wszystko jest inne:  jedzenie, religie, pogoda, sposób myślenia, relacje międzyludzkie, ruch uliczny, wszystko, nawet siedzi się inaczej. Naprawdę!
„W przeludnionych Indiach znalezienie miejsca i odpowiednie usadzenie się to umiejętność nie do przecenienia. Tłok i bieda sprawiają, że zwykle nie ma na czym siedzieć. Więc siedzi się niejako na samym sobie.” Lalki w ogniu.
Brzmi to dziwnie, ale to prawda. Podpatrzyliśmy trochę jak siedzą Hindusi i rzeczywiście to dziwna metoda, my tak nie potrafimy. „Z kolanami przylegającymi do obojczyków i piętami przyklejonymi do ziemi zapewniają sobie dwie ważne sprawy: komfort i oszczędność przestrzeni.”

czwartek, 14 marca 2013

HOTELE W INDIACH czyli gdzie nocować



W naszej wyprawie po Azji staliśmy się specjalistami od podróży niskobudżetowych.  Z reguły wybieramy hotele, "Guest Housy" w niskich cenach, ale rozsądnych warunkach. Jak je wybieramy?
Są trzy metody:
1.Zdajemy się na oferty polecane w „Lonely Planet”. Informacje tam zawarte są wiarygodne, adresy i opisy dokładne, jedynie ceny się różnią. Każdy obiekt polecony w LP, zaraz podnosi ceny bo staje się bardziej znany i częściej odwiedzany.
2.Pytamy rikszarzy. Czasami to strzał w dziesiątkę, informujemy naszego wybranego kierowcę, że szukamy noclegu w cenie np. 400 – 500Rs i on nas wozi od hotelu do hotelu, aż coś znajdziemy.  Ma z tego prowizje w hotelach, więc mu się opłaca dostarczyć klienta. Ta metoda jest jednak trudniejsza, bo często usłyszymy, „nieee, za 500Rs tutaj nie znajdziecie hotelu, są tylko takie za 1000Rs”. Wiadomo, droższy hotel , wyższa prowizja. Trzeba więc być cierpliwym i stanowczym.
3.Podpytujemy spotkanych po drodze podróżników, co polecają. To bardzo dobra metoda, tylko nie zawsze znajdujemy takich informatorów.

piątek, 8 marca 2013

„Zabawa w chowanego” czyli kolejny indyjski absurd



Bez sprzedawcy...

„Można sobie wyobrazić Indie bez Radżastanu, pomników Indiry Ghandi, nawet bez krów, słoni i tygrysów, ale nie bez straganów” czytamy w „Lalkach w ogniu” i oczywiście całkowicie się z tym zgadzamy. Stragany i targowiska to centrum życia indyjskiego, przycichają trochę w południe kiedy słońce praży, a potem wieczorem wybuchają z jeszcze większą siłą.  Nawoływanie, zachwalanie towarów, pobrzękiwanie, machanie byle pokazać  co się ma , zaistnieć.  Fajny jest ten rozgardiasz i harmider wokół zakupów. Lubimy nasz warzywno owocowy targ w Goregaon. Nauczyliśmy się tam trochę  „ichniego” języka i nie dajemy się już oszukać. Jak ktoś woła „ ek kilo bara rupia” a potem informuje nas, że za kilo mamy zapłacić 20 Rs, to z uśmiechem mówię mu – nej, nej, bara rupia - i on już wie, tym razem z  „białym” się nie udało bo wiem, że bara to 12 a nie 20.  Poza tym mamy już swoich ulubionych „straganiarzy”, którzy nas znają i nawet „doważą” na naszą korzyść.  No więc lubimy nasze indyjskie targowanie.

środa, 27 lutego 2013

Przetańczyć całą noc – czyli mój pierwszy raz w Bollywood



Bollywood kojarzy się wszystkim ze scenami tańczonymi, więc perspektywa zagrania w scenie z tańcami brzmi całkiem zachęcająco. Każdy turysta się skusi… Noc na balu, długie, błyszczące suknie, mocne makijaże, drinki  … brzmi nieźle… ale to tylko plan zdjęciowy, wszystko to fikcja, udawanie. Suknie okazują się niepierwszej młodości, w dodatku pomięte, drinki to kolorowa woda niewiadomego pochodzenia, wykładzina poplamiona i jeszcze taniec bez muzyki, co to za taniec? Taki jest Bollywood, magia ułudy, a widz i tak się zachwyci jak zobaczy efekt końcowy. I tylko ci co zobaczyli wszystko “od kuchni” wiedzą jak to powstawało. Bo w Indiach wszystko się może zdarzyć ;-)
Dzisiaj swoje wrażenia opisuje Eunika Mołoń:

czwartek, 21 lutego 2013

W Bombaju na haju … czyli kolejna historia o indyjskich absurdach.



W krajach południowo azjatyckich z zaopatrzeniem się w “hasz” turyści raczej nie mają problemów. Częstość zaczepiania i okazji do zakupu jest aż nadto. Ale … zawsze jest jakieś ale … trzeba uważać co się robi, z kim się robi i gdzie się robi.
Dzisiejszy post będzie właśnie o przygodzie narkotykowo-sensacyjnej, w której pojawią się sceny kaskaderskie, policja, “przyjaciele”, szmal, hasz i dużo strachu. To historia “z życia wzięta”, która przydarzyła się naszemu znajomemu Felkowi.

niedziela, 17 lutego 2013

Historia jednego „shootingu” w Bollywoodzie.

Praca w Bollywoodzie bywa fajna, śmieszna, nudna, a czasami denerwująca i irytująca. Tak było tym razem. Indyjska organizacja, a raczej dezorganizacja przybiera często postać trudną do zaakceptowania, a co dopiero zrozumienia. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że plany zmieniają się z godziny na godzinę i nigdy nie można być niczego pewnym. Kładziemy się spać z nastawieniem, że rano mamy się stawić w wyznaczonym miejscu, a o 1 w nocy dostajemy sms, że miejsce się zmieniło lub "shooting" jest odwołany. Albo z kolei rano ktoś wydzwania, że teraz, natychmiast masz się pojawić na planie, dlaczego nie można było tego ustalić wcześniej?? Bo jesteśmy w Indiach i tu wszystko jest po indyjsku...