Niedawno obchodziliśmy w Tajlandii ważne święto buddyjskie Visakha Bucha upamiętniające narodziny, oświecenie i śmierć
Buddy. W tamtym roku wybraliśmy się na organizowany z tej okazji Festiwal
Rakiet do Yasothonu. KLIK Natomiast w tym roku byliśmy na „mszy”. Nie
pierwszy i nie ostatni raz mieliśmy okazje oglądać tajskie obrządki religijne,
które „mszy” w naszym rozumieniu zupełnie nie przypominają. Opowieść o tym jak
Buddyści się modlą należałoby zacząć od tego, że właściwie się nie modlą,
ponieważ nie mają Boga. Buddyzm to ‘filozofia życia’ a nie religia, a Budda nie
jest Bogiem. Nie jest wszechmogący i nie wypełni wszystkich próśb jakie
składają do niego wierni. Buddyści twierdzą, że chodząc do świątyni, składając
pokłony i dary oddają respekt i szacunek dla Buddy, natomiast nie modlą się, czyli nie proszą o zdrowie, o zdany egzamin, o lepszą pensje itd. Tak przynajmniej jest teoretycznie, a co
naprawdę sobie myślą oddając pokłony przed Buddą to już inna sprawa.
Legenda
- Strona główna
- O NAS
- Dwa lata w Chinach
- Ranking indyjskich destynacji
- Podróż po Indiach - porady
- Podróż po Tajlandii - porady
- Podróż na Bali - porady
- Perełki Isaanu - Tajlandia
- Tajskie plaże
- "Nasza" Tajlandia
- W tajskiej szkole
- Opowieści indyjskie
- Wywiady z podróżnikami
- My w Bollywood
- Filipiny
- Nepal
- Kambodża
- Laos
- Malezja
- Wietnam
poniedziałek, 15 czerwca 2015
wtorek, 9 czerwca 2015
Tajlandia z biurem podróży, czyli co wybrać Pattaya, Rayong czy Koh Samet.
![]() |
| Pattaya - miejska plaża |
Tajlandia stała
się modną i popularną destynacją wśród polskich turystów i podróżników. Wszyscy
którzy byli już w Tunezji, Turcji, Egipcie czy w Maroku chcą teraz jechać do
Tajlandii. Nic dziwnego, to piękny i ciekawy kraj o orientalnej kulturze i kuchni, a jednocześnie nowoczesny i dobrze
zorganizowany, łatwy do podróżowania. W Azji południowo wschodniej to dobre miejsce na rozpoczęcie podróży na własną rękę.
Jeżeli jednak ktoś
nie ma odwagi zorganizować sobie taką podróż samemu pozostają biura podróży,
które zalewają nas ofertami. W ofercie wyjazdów do Tajlandii lub Tajlandia + inne
sąsiednie kraje z reguły mamy opcje kilku dni odpoczynku w wybranym miejscu.
Najczęściej są to plaże najbliżej Bangkoku czyli Pattaya, Rayong lub Koh Samet.
Byliśmy już we wszystkich trzech miejscach więc dzisiaj napisze co ja bym
wybrała i dlaczego.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Wszystkie dzieci na świecie są takie same.
| Give mi five! Filipiny, Palawan |
| Tata wysłał mnie po wiosło ;-) Filipiny, Palawan |
# chcą pomagać rodzicom - czują się wtedy ważne i potrzebne ...
# czasami próbują na siłę być dorosłe ...
# płaczą jak jest im źle ...
# uważają, że szkoła jest nudna ...
# CHCĄ BYĆ KOCHANE I SZCZĘŚLIWE!
Żeby tylko świat nie przeszkadzał im cieszyć się życiem....
czwartek, 28 maja 2015
Czy w Tajlandii nadal mamy stan wojenny?
Czy w Tajlandii nadal mamy stan wojenny?
Tak, mamy. Właśnie niedawno minęła rocznica wprowadzenia i póki co nic nie wskazuje na to, że sytuacja ma się zmienić. Rządzi nami generał a wojsko utrzymuje w kraju spokój tzn. zwolennicy partii ‘żółtych’ i ‘czerwonych’ siedzą cicho i czekają na ogłoszenie kolejnych demokratycznych wyborów. Ostatni stan wojenny (w 2006 r.) trwał półtora roku po czym wygrała po raz kolejny partia ‘czerwonych’. Rządy 'czerwonych' nie podobały się zwolennikom żółtych więc w listopadzie 2013 zaczęły się demonstracje i zamieszki. Po czym znowu ogłoszono stan wojenny, kilku ludzi zamknięto w więzieniach i teraz jest spokój.
Tak, mamy. Właśnie niedawno minęła rocznica wprowadzenia i póki co nic nie wskazuje na to, że sytuacja ma się zmienić. Rządzi nami generał a wojsko utrzymuje w kraju spokój tzn. zwolennicy partii ‘żółtych’ i ‘czerwonych’ siedzą cicho i czekają na ogłoszenie kolejnych demokratycznych wyborów. Ostatni stan wojenny (w 2006 r.) trwał półtora roku po czym wygrała po raz kolejny partia ‘czerwonych’. Rządy 'czerwonych' nie podobały się zwolennikom żółtych więc w listopadzie 2013 zaczęły się demonstracje i zamieszki. Po czym znowu ogłoszono stan wojenny, kilku ludzi zamknięto w więzieniach i teraz jest spokój.
poniedziałek, 18 maja 2015
SIEROCY BIZNES W NEPALU KWITNIE
Ano dlatego,
że w komentarzu pod postem o naszej pracy w sierocińcu w Kathmandu ktoś napisał
„Czy to nie jest przypadkiem wasz Tamata?” i wysłał linka do artykułu o sierocym biznesie.
Historia
akurat nie jest o „naszym” Tamacie ale artykuł bardzo mnie poruszył, dlatego
postanowiłam o tym napisać. Właściciel sierocińca, w którym my pracowaliśmy
bardzo możliwe, że jest spokrewniony z opisanym Tamatą, mają to samo nazwisko, pochodzą z tej
samej wsi Darchula, obaj mieli też sierocińce w tej samej części Kathmandu – Lolitpur.
W sumie to nieistotne, takich Tamatów
może tam być tysiące.
W skrócie
artykuł opowiada o włoskiej wolontariuszce, która wydała ‘wojnę’ właścicielowi
sierocińca w Kathmandu panu Tamata. Wojna to może duże słowo, ale skoro jak
sama bohaterka pisze, grożono że ją zabiją i będąc w Nepalu ukrywała się w
domach dyplomatów, to sprawa jest poważna.
Jeżeli nawet
sprawa zakończy się wygraną czyli zamknięciem sierocińca pana Tamaty to i tak
będzie to sukces pozorny. Panu Tamacie,
który ma ogromne ‘zaplecze’, jest więc nietykalny i tak nic nie grozi.
Sprawa przycichnie a on utworzy sobie nowy sierociniec pod inną nazwą i dalej
będzie prowadził sierocy biznes. Nie on pierwszy i nie ostatni. W Nepalu już dawno odkryto, że to bardzo opłacalny
biznes więc sierocińców przybywa jak grzybów po deszczu.
poniedziałek, 11 maja 2015
Maszynka do zdawania prawa jazdy.
Po pół roku
jeżdżenia samochodem Rajski uznał, że przydałoby się tajskie prawo jazdy. W
zasadzie wszystkie znajome farangi pukały się w głowę i mówiły, a po co ci to,
wystarczy zawsze mieć przy sobie „upoważnienie do poruszania się po tajskich
drogach” w postaci 200 Baht (jak
potrzebne dłuższe to coś dopiszemy :)
Prawdą jest, że w
ciągu pół roku przejechaliśmy około 5 tyś km i pomimo licznych kontroli
tajskiej policji nawet nasze „upoważnienie” nie było potrzebne. Wystarczyło
wyciągać dowód rejestracyjny, polskie prawo jazdy i parę innych dokumentów,
które zawsze mam pod ręką i najlepiej mówić do siebie po polsku. A żeby zdezorientowany policjant nie stracił
twarzy należy jeszcze zapytać o drogę do miejscowości do której właśnie
jedziemy. A że ja zawsze siedzę z mapą na kolanach więc pokazuje na mapę i mówię
nazwę najbliższego miasta. Wtedy zadowolony z siebie policjant (mógł pomóc
farangom) pokazuje nam, że prosto. My uszczęśliwieni, że już wiemy jak mamy
jechać bardzo dziękujemy no i jedziemy prosto. Tak to mniej więcej zawsze
wyglądało.
wtorek, 5 maja 2015
Phu Kradueng, czyli ucieczka przed upałami.
Co robić jak
temperatury przekraczają 40 st? Gdzie uciekać? Najlepiej w góry, tam zawsze
chłodniej.
Kwiecień i maj to
najcieplejsze miesiące w Tajlandii, nawet dla nas (zaprawionych w boju) robi
się czasami nie do wytrzymania.
Pamiętam, że kiedyś będąc w południowych Indiach, w tym okresie też uciekaliśmy
w góry z powodu upałów, wtedy to były Góry Kardamonowe (Munnar).
Tym razem zaplanowaliśmy
Park Narodowy Phu Kradueng oddalony od nas około 250 km. To bardzo ciekawy i
NIETYPOWY Park ponieważ nie da się do niego dojechać, trzeba dojść. Dojść nie
oznacza małego spacerku ale dość męczącą trasę pod górę (około 4-5 godzin).
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
TRZĘSIENIE ZIEMI - NEPAL – KATHMANDU – DURBAR
Trzęsienie ziemi w Nepalu
Matka natura
znowu przypomniała nam kto tu rządzi.
Co z tego, że
przewidywano, że mówiono o niewłaściwej zabudowie w stolicy Nepalu, o
przeludnieniu, o tym że straty będą dużo większe niż ostatnio w 1934 roku.
Tragedia się
stała ... ziemia się zatrzęsła ... tysiące ludzi zginęło.
Kathmandu
Zgodnie z tradycją, w Nepalu ojciec dzieli ziemie równo na wszystkich synów, czego skutkiem jest miejscowa zabudowa, czyli na małych
skrawkach ziemi rosną w górę wielopiętrowe domy. Im większa i zamożniejsza rodzina tym wyższy dom,
Co z tego że to niezgodne z prawem budowlanym?
Kto by się przejmował jakimś prawem budowlanym. Inspektorowi da się w razie czego łapówkę i wszystko będzie dobrze. Albo i nie, jak pokazały nam ostatnie wydarzenia.
Co z tego że to niezgodne z prawem budowlanym?
Kto by się przejmował jakimś prawem budowlanym. Inspektorowi da się w razie czego łapówkę i wszystko będzie dobrze. Albo i nie, jak pokazały nam ostatnie wydarzenia.
niedziela, 19 kwietnia 2015
KOH SAMET na kilkudniowy odpoczynek niedaleko Bangkoku
Wszyscy którzy przyjeżdżają na
krótki pobyt do Tajlandii zwiedzają przez parę dni Bangkok a potem
koniecznie jadą na jakąś wyspę lub przynajmniej plaże na lądzie. Nic dziwnego
osławione wyspy i plaże tajskie koniecznie trzeba zobaczyć! Są tego warte! Z
reguły mamy tylko dylemat co wybrać?
Jeżeli nasze
wakacje są krótkie (10-14 dni, bo na krócej to nie warto przylatywać ;-) mamy
następujące opcje:
- lecieć z
Bangkoku samolotem np. na Phuket, Krabi lub Koh Samui (wychodzi oczywiście
drożej)
- jechać
autobusem/pociągiem, najlepiej nocnym na południe i tam coś wybrać (wersja
tańsza ale trochę czasu zajmuje)
- zdecydować się
na plaże blisko Bangkoku np. wyspę Koh Samet (która jest Parkiem Narodowym –
wstęp kosztuje 200 Baht)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


