wtorek, 13 stycznia 2015

Emerytura w Tajlandii.

Na takie hasło wpisane w googlach wyskakuje mnóstwo informacji zachęcajacych ‘białasów” do spędzania emerytury pod palmami. Coraz głośniej mówi się też o tym, że polscy emeryci mogą liczyć na niewielką jałmużnę, która wystarczy na dostatnie życie np. w Tajlandii ale nie w Polsce.
Tajlandia jest ulubioną destynacją „zachodnich” emerytów ze względu np. na ułatwienia wizowe. Kraj ten wręcz zaprasza dając roczną wizę emerytalną dla osób w wieku 50 +. Oczywiście nie wystarczy mieć skończone 50 lat, są jeszcze wymagania finansowe ale możliwości są.
Drugim powodem dla którego Tajlandia jest mekką dla ‘białych emerytów’ to towarzystwo młodej Tajki, która zadba o wszystkie potrzeby straszego pana, ale to już temat rzeka na inny post...
Tym razem nie o europejskich emerytach będę pisać, ale o tajskich czyli jak się przechodzi na emeryturę w Tajlandii.

czwartek, 8 stycznia 2015

Przed czym chroni armia butelek?

Takie pytanie zadawaliśmy sobie od czasu kiedy nasi sąsiedzi obstawili swoje płoty plastikowymi butelkami z wodą. Nie mało trudu sobie zadali, żeby stworzyć taką armie strażników ;-)
Ja byłam pewna, że ma to coś wspólnego z duchami. Tajowie podobnie jak inne azjatyckie narody są niesamowicie przesądni i doskonale łączą swoją religie (nie ważne czy buddyści, chrześcijanie czy muzułmanie) z wiarą w duchy. Przed złymi duchami mają chronić amulety noszone na szyi lub wieszane w każdym samochodzie, wieńce z kwiatów wieszane niemalże wszędzie. Duchom stawia się domki i daje jedzenie aby były zadowolone, czasami nawet dostają całą szafę z ubraniami. Innym razem odstrasza się je wieszając dzwoneczki czy kokardki, więc może armia butelek też temu służy?

środa, 31 grudnia 2014

Zima w Tajlandii.

A święta ciepłe były tego roku... Co prawda w nocy temperatura spadała czasami do 15 st. i trzeba było nawet kołderkę wyciągnąć, nie mówiąc o tym, że wentylatory nareszcie odpoczywały po całodobowym kręceniu. Nad ranem i wieczorem przydawały się sweterki, odszukane gdzieś na dnie szafy. Za to w ciągu dnia słoneczko pięknie przygrzewało i jak to bywa w ciepłych krajach robiło się ZA ciepło ;-)
Ale nie ma co narzekać w tym roku zimę mamy łagodną. Rok temu mówiono, że do Tajlandii zawitały straszne „mrozy”. Nie dość, że zimno trzymało przez ponad dwa miesiące (zaczęło się już w listopadzie i tak aż do końca stycznia!), to jeszcze w nocy bywało 11st! Zgroza! Taka zima! Nawet Rajskiemu szalik na święta ‘usztrykowałam’, tzn. na drutach zrobiłam. Pytałam czy czapkę też chce, ale jakoś tak dziwnie na mnie spojrzał, w końcu czy on Taj, żeby przy 20 st. w wełnianej czapce chodzić?

wtorek, 16 grudnia 2014

Jak to z naszymi korepetycjami było.

Ponieważ mamy tutaj sporo wolnego czasu i przestrzeni, postanowiliśmy wykorzystać to do zarobienia kilku przysłowiowych groszy. Pomysł wydawał się dobry.  Wszyscy farandzy, którzy są nauczycielami w Tajlandii przez dłuższy czas w końcu zaczynają dorabiać ucząc prywatnie lub w jakiś innych szkołach.Więc 'why not?' Postanowiliśmy zorganizować grupę, może dwie i zacząć dawać prywatne lekcje w naszym domu.
Żeby łatwiej było przekazać naszym uczniom jaką mamy propozycję, napisaliśmy ‘ogłoszenie’ po angielsku i po tajsku. Ze względu na nasz poziom tajskiego i ich poziom angielskiego znalezienie wspólnego języka stanowiło nie lada wyzwanie ;-)
Na początku chętnych było całe mnóstwo, zaczęliśmy się nawet obawiać, że części musimy odmówić. Ostatecznie zebrały się 3 grupy, wszystko wydawało się jasne i ustalone, kiedy przychodzą, ile płacą...
I tu zaczęły się niespodzianki, które dały nam kolejne lekcje świętej cierpliwości.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Dzień wolności ubraniowej!

W Tajlandii oraz innych sąsiednich krajach azjatyckich królują mundurki czyli uniformy. Dotyczy to nie tylko uczniów ale wiele inncyh grup społecznych, oprócz policjantów czy pielęgniarek wszyscy pracownicy państwowych instytucji mają swoje stroje. Wydaje się nawet, że Azjaci lubią chodzić w ‘mundurkach’, daje im to poczucie wspólnoty czyli bycia w grupie. Pewno niektórzy nawet są dumni z tego, że noszą swoje stroje. Zadziwiające dla nas jest, że uczniowie do wieczora chodzą w swoich szkolnych uniformach, często widzimy ich po szkole gdzieś na mieście i dalej są w mundurkach. 

poniedziałek, 17 listopada 2014

Słoniowe show w Surinie

Surin słynie ze słoni! Szczególnie w trzeci weekend listopada kiedy to raz do roku odbywa się tutaj  wielki show z udziałem ponad 200 słoni. Oprócz przedstawienia na stadionie, można oglądać uliczną paradę oraz tzw. ‘szwedzki stół’ przygotowany oczywiście dla słoni. Z wyjątkiem tego jednego weekendu  słonie można znaleźć w wiosce Ban Ta Klang  koło Surinu, pisaliśmy o niej TUTAJ.
W ten weekend do Surinu przybywają tłumy, ceny hoteli skaczą do góry, a jak ktoś nie zarezerwował pokoju wcześniej to ciężko coś znaleźć. My na tą imprezę nastawialiśmy się już od lipca, kiedy to odwiedziliśmy Surin po raz pierwszy.

czwartek, 13 listopada 2014

Odkrywamy lokalne ‘specjały’

Domyślacie się co oni sprzedają na tych straganach? My też nie mieliśmy pojęcia, więc postanowiliśmy to sprawdzić. Oczywiście w Tajlandii to nie takie proste, nasz poziom tajskiego jest nadal ‘niewystarczający’ natomiast poziom angielskiego u sprzedawców zerowy ;-) Takie stragany z „wazonami w koszyczkach” znaleźliśmy na trasie do Mukdahan, a w samym mieście spotkaliśmy Taja, który był w stanie nam wytłumaczyć co to jest. Okazało się, że to domowej produkcji whisky (?) Postanowiliśmy więc spróbować tego lokalnego 'specjału'. Nasz informator poradził, że można to pić z colą, wodą lub piwem. Whisky z piwem?? Sprzedając nam to cudo wręczył jeszcze specjalne słomki zrobione z bambusa, ‘specjalne’ tzn. z jednej strony zaostrzone, z maleńka dziurką. Wkrótce okazało się dlaczego te słomki takie dziwne i jakie są niezbędne przy piciu whisky z ‘wazonu’.

sobota, 8 listopada 2014

HAPPY LOY KRATHONG!

To był już drugi nasz Loy Krathong w Tajlandii i znów nas zachwycił.
O tym co to są krathongi, co to są 'hieny' krathongowe oraz jaka jest legenda związana z tym świętem pisałam rok temu KLIK Było równie pieknie, kolorowo i romantycznie a nasze jezioro wypiękniało ;-)
Jedyne co nas rozczarowało to brak 'światełek do nieba' czyli lampionów wypełnionych ciepłym powietrzem, które wyglądają na niebie jak tysiące poruszających się punkcików. W tym roku zostały wycofane i zabronione ze względów bezpieczeństwa. W zasadzie całkowicie się z tym zgadzam, rok temu widzieliśmy jak puszczane lampiony zatrzymywały się na drzewach, drutach elektrycznych czy pod dachami i płonęły.
Z jednej strony słusznie a z drugiej żal... Ale i tak było pięknie.
Loy Krathong to moje ulubione święto w Tajlandii ;-)

piątek, 31 października 2014

Plaże dla Tajów w okolicach Chanthaburi.

Wracając z wyspy Ko Chang postanowiliśmy ‘zahaczyć‘ jeszcze o jakąś plaże po drodze. Nasz wybór padł na okolice Chanthaburi. Co prawda w ‘biblii dla podróżników’ czyli Lonely Planet nic nie wspominali o żadnych plażach w tej okolicy, ale po dokładniejszych poszukiwaniach w internecie znaleźliśmy, co najmniej 3 takie miejsca obok siebie. Informacje były bardzo skąpe, więc pełni obaw co tam znajdziemy postanowiliśmy jednak spradzić. Nasze obawy wynikały również z tego, że już raz zawiedliśmy się wybierając miejsce, o którym Lonely Planet nic nie wspominał. To był  Park Narodowy Ta Phraya, był po drodze więc się zatrzymaliśmy i straciliśmy godzinę na oglądaniu tabliczek z tajkimi napisami w środku lasu, nie było tam NIC poza ... lasem, który jakoś nas nie zachwycił. Trzeba więc ostrożnie wybierać Parki Narodowe, które chce się zobaczyć.
Z takimi obawami poszukiwaliśmy plaży Laem Sadet, którą wybraliśmy za cel podróży.