środa, 25 stycznia 2017

Najpiękniejsze wodospady w Tajlandii – Park Erawan w Kanchanaburi

Z wodospadami w Tajlandii bywa tak, że czasami są ‘zakręcone’ i woda nie leci. To wcale nie żart. Zdarzyło nam się już jechać oglądać jakiś wodospad … a tu sucho. Dlaczego? Bo jest pora sucha. Więc od listopada do marca warto się zastanowić nad wycieczką, tym bardziej, że wstęp do wszystkich Parków Narodowych w Tajlandii dla ‘faranga’ to koszt 200 – 400 THB, podczas gdy dla Taja 20 THB.
Można się więc, delikatnie mówiąc, zdenerwować kiedy główną atrakcję wycieczki ktoś ‘zakręcił’.
Do nie dawna udawało nam się jeszcze wchodzić do parków narodowych na nasz ‘work permit’ lub tajskie prawo jazdy, często dlatego, że Tajowie nie wiedzieli co robić gdy machałam im dokumentami, więc dla świętego spokoju dawali bilet dla tajskiego obywatela.
Niestety wzięli się na sposób, wywiesili karteczki i teraz płać człowieku boś ‘biały’. Ciekawe czy w Europie Azjaci płacą 10 razy więcej za wszystkie turystyczne atrakcje?
No ale miało być o pięknych wodospadach, a tu się ulało trochę marudzenia…


Wodospadów w Tajlandii jest mnóstwo, niemalże każdy park narodowy posiada kilka, a parków jest ponad 100. Ale najpiękniejsze są w Parku Narodowym Erawan w prowincji Kanchanaburi. Więc jeżeli wybieracie się zobaczyć słynny most na rzece Kwai (który zresztą uważam za przereklamowany), zdecydowanie warto też wybrać się do wodospadów.
Potocznie mówi się wodospad Erawan, ale tak naprawdę składa się on  7 stopni – kaskad, koniecznie trzeba zobaczyć wszystkie;) Cała trasa to około 2 km, im wyżej tym piękniej (i mniej ludzi). Do trzeciego poziomu docierają wszyscy Tajowie, trasa jest tak zrobiona, że można nawet z wózkiem dziecięcym dojechać, potem to już większe wyzwanie. Na każdym poziomie można się wykąpać , nogi pomoczyć, a w niektórych miejscach nawet pozjeżdżać  na naturalnych kamiennych zjeżdżalniach lub zaliczyć bicze wodne.
Są więc piękne widoki, relaks i trochę wspinaczki.
Warto tylko wiedzieć, że powyżej 4 poziomu jest zakaz wnoszenia własnego jedzenia i picia (chyba, że jest schowany w plecaku;)






A tutaj ubrania zostawione dla ducha mieszkającego w rzece. Takich miejsc jest kilka wzdłuż trasy, my już znamy te historie z innych rzek, ale widok może zadziwić ;-)











4 komentarze:

  1. Piękne, musimy się tam wybrać, choć nie jest nam "po drodze". A dlaczego most na rzece Kwai jest przereklamowany? Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Po prostu pięknie! Gdy my tam byłyśmy wody było niestety dość mało i w sumie żałujemy, że mimo braku czasu wspinałyśmy się na sam szczyt, zamiast popluskać się dłużej na niższych poziomach... No cóż - do nardobienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry . Czy blog został zawieszony ? (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog nie jest zawieszony tylko wena twórcza nas opuściła ;) Na razie jesteśmy w podróży po Malezji więc na pewno kolejne posty się pojawią.

      Usuń