wtorek, 27 listopada 2012

Domki dla duchów



Szczera wiara w duchy wśród wszystkich Azjatów zawsze nas zadziwia. Europejczycy z reguły te tematy traktują trochę “ z przymrużeniem oka”, trochę się z tego śmiejemy, żartujemy,  a już na pewno nie wierzymy w krasnoludki,  trole czy inne dobre i złe duszki.
Tymczasem we wszystkich odwiedzanych przez nas krajach azjatyckich do sprawy duchów podchodzi się bardzo poważnie.  Co ciekawe nieważne jaką wyznają religie, zawsze udaje się pogodzić ją z pradawnymi wierzeniami w duchy.

czwartek, 22 listopada 2012

Duch zamknięty w drzewie.



Będąc w Nakhon Sawan nad rzeką Ping zobaczyliśmy na brzegu wielki pień drzewa a obok, jak nam się zdawało, sklep z ubraniami.  Sklep dość dziwny bo nikt w nim nie sprzedawał, a ubrania rozwieszone na wieszakach mocno zakurzone... Pomyśleliśmy, że może  to jakiś opuszczony sklep, ale kto by zostawiał swój stragan z towarem i dlaczego ?

wtorek, 20 listopada 2012

Ceny w Tajlandii, listopad 2012



Dzisiaj bardzo praktyczny post, przydatny dla wybierających się do Tajlandii, którą można zwiedzać całkiem tanio.  Jest to łatwy kraj do podróżowania, dobrze zorganizowany transport nie sprawia problemów z przemieszczaniem, zawsze też można znaleźć  hotel  odpowiedni na swoją kieszeń.
Nic  tylko podróżować!

czwartek, 15 listopada 2012

Tureckie kebaby w Tajlandii



Jednym z naszych tajlandzkich przystanków był dom młodego Turka Gurkana, który zadomowił się tutaj i jak wielu  Turków rozsianych po całym świecie, robi interesy kulinarne.
Sprzedaż kebabów to nie pierwszy z jego pomysłów, sprzedawał już  wcześniej kawę i soki a także był imamem w swoim rodzinnym mieście...
Poznając historię Gurkana i patrząc od kuchni na jego kebabowy biznes stwierdziłam, że Turcy to odważny naród. 
Przyzwyczailiśmy się do tego, że tureckie kebaby można kupić niemal wszędzie na świecie i to sprzedawane przez rodowitych Turków. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że to oznacza, iż w tych ludziach tkwi  odwaga  wyruszenia w świat i podjęcia walki o tworzenie nowego życia w obcym kraju.  Co wcale nie jest łatwe. No dobra, jedna rzecz ułatwia sprawę, wszędzie znajdzie się jakiś rodak, który pomoże.
Tak mniej więcej było z naszym Gurkanem.

wtorek, 13 listopada 2012

Mae Sot czyli jedną nogą w Birmie.



Mae Sot to małe, leniwe miasteczko przy granicy tajlandzko birmańskiej, które całkiem nam się spodobało. Dlaczego?
- bo jakoś tutaj nie tajsko tylko kareńsko i birmańsko,
- bo chcieliśmy zobaczyć wioski plemion górskich mieszkających w Tajlandii, a tutaj mamy całe miasteczko zamieszkałe głównie przez Karenów,
- bo fajnie jest podglądać życie „lokalsów” na marketach i od czasu do czasu delektować się jakimiś smakołykami,
- bo nie byliśmy jeszcze w Birmie, a tutaj jedną nogą jakbyśmy już byli, nawet doświadczyliśmy przemytu nadgranicznego kupując birmańską whisky ;-),
- bo zrobiliśmy sobie fajne wycieczki rowerowe,
- bo Waty są trochę inne, z odciskiem birmańskich wpływów,
- bo to małe miasteczko, a takie lubimy.

niedziela, 11 listopada 2012

O urodzinach, których nie było.



W przewodniku po Tajlandii przeczytaliśmy, że w tym kraju nie jest dobrze widziane okazywanie złości, zdenerwowania czy agresji. Złotą zasadą Tajów jest ukrywanie wszelkich trudnych sytuacji, skrępowania za maską uśmiechu.
Rzeczywiście jak się tu przyjeżdża od razu rzuca się w oczy, że jest  to naród, który ciągle się uśmiecha. Szczerze czy nie szczerze to już inna sprawa.
Takim wiecznie uśmiechniętym okazał się nasz gospodarz w Mae Hong Son. 

piątek, 9 listopada 2012

W Mae Hong Son świątynia przegląda się w jeziorze.

Wat Chong Klang nocą.


W Mae Hong Son świątynia Wat Chong Klang przegląda się  w jeziorze. Brzmi poetycko? No i tak też wygląda. Biało złote chedi świecące odbitym blaskiem i niezwykłe zdobienia świątyni robią naprawdę duże wrażenie.
W nocy, oświetlona tak, że bije od niej blask, wygląda wręcz bajkowo. Nie wiem gdzie Rajska wyczytała o tym Mae Hong Son, bo jest to tajlandzki koniec świata, ale jak dla mnie, jest tu dużo ciekawiej niż w przereklamowanym Pai.  Jest spokojnie, nie ma tłumu turystów i jest ... tajsko. 

środa, 7 listopada 2012

Spotkania seniorów.



W małej tajskiej miejscowości Mae Hong Son, na skwerku zieleni, przed naszym balkonem gdzie pijemy kawę, codziennie porą popołudniową zbiera się grupa tajskich seniorów. Kobiety i mężczyźni w wieku trudnym do określenia, ale z pewnością 50+ spotykają się, żeby złożyć sobie ukłon ze złożonymi rękami, powiedzieć „Sawasdiii”, pogadać , pouśmiechać się .... W pewnym momencie rozlega się muzyka, przyjechała tutaj na wózeczku w postaci kolumny z jakimś samograjem.

sobota, 3 listopada 2012

Mnisi buddyjscy.



Tajlandia to kraj zamieszkany w 95% przez Buddystów, nie dziwią więc widoki mężczyzn ubranych na pomarańczowo, z ogolonymi głowami czyli mnichów buddyjskich. Jak dla nas, obok Watów,  taki obrazek to wręcz symbol Tajlandii. Podobne  widoki kojarzą nam się z Laosem, Kambodżą, Sri Lanką czy okolicami Himalajów.
Jak zostać mnichem buddyjskim?

czwartek, 1 listopada 2012

Buddyjskie cmentarze.


Okres „Wszystkich Świętych” zawsze wywoływał u mnie nostalgię i listopadową zadumę. Oczywiście wcale nie czuję, że jest listopad, mamy jakieś 25 - 30 C, piękny, słoneczny dzień, ale mimo to postanowiliśmy starym zwyczajem, odwiedzić cmentarz.
Tym razem cmentarz buddyjski, ponieważ jesteśmy w Tajlandii, kraju zdominowanym przez Buddyzm.
Nie jest to problem, bo właściwie przy większości Watów (kompleksów świątynnych) można znaleźć „mini cmentarze” czyli miejsce z nagrobkami.
W Mae Hong Son znaleźliśmy trzy takie miejsca. Jedno z nich znajduje się w pobliżu świątyni  na wzgórzu Doi Kong Mu. Kilkanaście starych zniszczonych oraz kilka nowych nagrobków pięknie położonych wśród drzew.