Na pewno nie z
powodu plaż, tych akurat mamy w Tajlandii dużo, równie piękne, może nawet
bardziej urokliwe. Nie surfujemy więc raj dla surferów nas nie rusza. Owszem są
tu szerokie plaże i chyba największe fale jakie widzieliśmy w życiu (podobne
były w Tripolisie w Libii;-), więc jak ktoś lubi być „ściorany” przez fale,
będzie zachwycony. Ja akurat nie lubię, Rajskiego zrolowało parę razy i wrócił
rozbawiony ;-) Więc z powodu plaż nie przyjechalibyśmy tutaj drugi raz.
Jedzenie? Też
nie, w porównaniu z tajskim jakoś nie zachwyca, parę dań nam bardzo smakowało
np. Nasi Gorang. Ogólnie jedzenie jest trochę podobne do tajskiego, ale mniej
doprawione. My natomiast przyzwyczailiśmy się już do bardziej wyrazistych dań.
Przyroda, ooo tak
... to na pewno zachwyca, czujemy się jakbyśmy byli w parku lub ogrodzie
botanicznych, tyle kwiatów wokół, bujnej zieleni, to musi się podobać. Pierwszy
raz zachwycałam się tak przyrodą na Sri Lance, można powiedzieć, że to wyspy-ogrody;-)
Niewiarygodne
urodzajna ziemia, nawadniana licznymi źródłami i użyźniana wulkanicznymi
popiołami, pozwala uzyskiwać wysokie plony przy stosunkowo małym nakładzie
pracy, ludzie mają więc sporo czasu by rozwijać się artystycznie i
wykorzystywać swoje talenty. To jest powód dlaczego Bali jest tak artystyczne :-)
W Ubud mieszkaliśmy w
prywatnym domu - Nyoman Home stay, zarezerwowalimy przez booging.com , cena 180 tyś indyjskich rupii (50 zł). „Home stay” to popularna forma na Bali, niemalże w każdym domu wynajmuje
się pokoje. Mieliśmy więc możliwość zobaczenia balijskiego domu „od środka” ;-).
Nasi gospodarze to bogaci ludzie ponieważ mają swoją prywatną świątynię
(całkiem sporą), czyli wydzieloną część na placu, otoczoną ozdobnym rzeźbionym
murem gdzie znajduje się kilka wieżyczek, jakieś figurki, pomniki. Oprócz tego
przy wejściu właśnie zakończyła się budowa kolejnej „wieżyczki”, mieliśmy
okazje oglądać jak kilku rzeźbiarzy pracowało nad wykończeniami. Prace
rzeźbiarskie jeszcze nie są zakończone, powstają jeszcze kolejne ozdoby w paru
innych miejscach domu. Wejście natomiast wyłożone jest mozaiką. I wszystko to w
prywatnym domu ;-) Tak wygląda większość domów w Ubud.
Ubud to stare, 'ciasne' miasto a z powodu napływu turystów powstają kolejne budynki. Taka zabudowa ma swoje minusy, domy są ułożone ciasno jeden obok drugiego, uliczki wąskie, gigantyczne
korki. Nie ma np. garaży więc wszyscy parkują na ulicy. Zamiast garaży mieszkańcy Ubud mają
świątynie ;-)
Równie
artystycznie wyglądają nie tylko domy prywatne ale również sklepy, restauracje,
hotele i oczywiście świątynie publiczne, więc jak może się tu nie podobać. Po
prostu jest pięknie!
PS. Na północy Bali w okolicach Loviny zabudowa jest już bardziej europejska a mniej balijska :(
PS. Na północy Bali w okolicach Loviny zabudowa jest już bardziej europejska a mniej balijska :(
Prace rzeźbiarskie ukończone ;-)
Tak wygląda cała świątynia w prywatnym domu - Nyoman Home Stay
Tak wygląda cała świątynia w prywatnym domu - Nyoman Home Stay
Widok z naszego okna.
Nasz pokój na górze.
A teraz trochę zdjęć z Ubud czyli jak wyglądają ulice Ubud:
A teraz bardziej na południu Legian:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz