piątek, 25 stycznia 2013

Dharavi czyli o slamsach w Mumbaju



Mumbai liczy - podobno - 20 mln mieszkańców, z czego połowa mieszka w slumsach. „Podobno” bo nikt tego dokładnie nie policzył, to dane szacunkowe.
Slamsy w Mumbaju można zobaczyć wszędzie, jeżeli tylko wyjedzie się poza „centrum” czyli Colabę i okolice. Prowizoryczne budy czy płachty materiału przypominające  namioty ustawione są w każdym miejscu „ niczyim”, przy ulicach, pod mostami, przy torach kolejowych, przy dużych, bogatych osiedlach. Przyklejone są do każdego krajobrazu mumbajskiego.
Czasami są to małe „osiedla”, które przenoszą się w zależności od tego czy pada deszcz i czy je ktoś przegania. Te są najbiedniejsze, to koczownicy, bez prawa pobytu , najczęściej przyjechali tu z odległych wsi i próbują przeżyć. „Bogatsze” slumsy osiadły na stałe, pojawiają się tam murowane, rozwalające się domy  ale mieszkańcy są spokojni,  nikt ich stamtąd nie wyrzuci.  
 Najbardziej znane, chociaż wcale nie największe i nie jedyne takie osiedle to Dharavi. Znajduje się mniej więcej w trójkącie Bandra-Matunga-Sion.  Dharavi było wielokrotnie przedstawiane w książkach czy filmach Bollywood, a także w oscarowym przeboju “Slumdog Millionaire”. Ze względu na to, że jest znane, turyści czasami chcą je odwiedzać, biura turystyczne oczywiście wychodzą na przeciw oczekiwaniom i na Colabie można znaleźć mnóstwo ofert wycieczek do slamsów.
 Czy warto wybrać się na wycieczkę do Dharavi?
Jak zawsze w tym zakresie zdania są podzielone, niektórzy byli i są zadowoleni inni twierdza, że to strata pieniędzy i bardzo nieprzyjemne przeżycie. Największą głupotą jest wybrać się na taką wycieczkę klimatyzowanym samochodem i oglądać wszystko przez okno, żeby broń boże nie dotknąć czegoś brudnego. Tam żyją normalni ludzie, a nie zwierzęta w Zoo i wycieczka typu safari po slamsach to jakaś porażka. Przyznaje, że  razu pewnego zabraliśmy  grupę turystów na zwiedzanie Dharavi, oczywiście  “na nogach”. My chyba już  przyzwyczailiśmy się  do mumbajskich slamsów i biedy bo Dharavi nie robi  na nas  jakiegoś negatywnego wrażenia, ale nasi turyści  bardzo szybko doszli do wniosku, że źle się tam czują,  więc szybko opuściliśmy to miejsce. Nie chodziło nawet  o brud i biedę, o szczury i kanały z odchodami, ale o zaglądanie ludziom do mieszkań i ich prywatności.  Prawda jest taka, że slamsy w Mumbaju można zobaczyć wszędzie, wystarczy przejechać się lokalnym pociągiem, żeby poobserwować “osiedla” wzdłuż torów.
Nie trzeba do tego specjalnej wycieczki do Dharavi, gdyby jednak ktoś chciał tam jechać
 -  co warto wiedzieć o Dharavi?
 Te okryte niesławą slumsy w Mumbaju to jednocześnie siła napędowa tamtejszej gospodarki.
Skórzane torebki, suknie ślubne, przekąski i  wiele innych luksusowych produktów powstaje właśnie tam, w małych, prowizorycznych fabrykach.
Dharavi obejmuje 1,7 km2 powierzchni, na której mieszka ok. milion ludzi. W labiryncie uliczek znajduje się 60 tys. prowizorycznych bud.
Nie jest to typowy slums, a bardziej miasteczko przemysłowe, gdzie mieszkańcy otrzymali zgodę na pozostanie tam i status rezydentów oraz wielu z nich całkiem porządnie ułożyło sobie życie. Oczywiście na miarę indyjskiej biedy.   
W slamsach mieszkają często ludzie , którzy na co dzień pracują na budowie, w fabrykach, jako kierowcy  czy w biurach. Wcale nie są to najbiedniejsi mieszkańcy Mumbaju, bywa że to klasa średnia.  Normalnym widokiem w slamsach są anteny satelitarne na dachach czy nawet samochody parkujące przed ruderami  mieszkalnymi. Mieszkanie w slamsach jest pewnym przyzwyczajeniem, byciem z społeczeństwie, w grupie, skoro tak żyją moi rodzice, tam się urodziłem to czemu mam się przenosić. Poza tym hinduskie rodziny żyją wspólnie, rodzice, bracia z żonami i dziećmi, zmiana miejsca zamieszkania oznacza, że cała ta wielka rodzina się przenosi. Często powodem są ceny mieszkań w Mumbaju, na które nie stać nawet przeciętnie zarabiających i utrzymujących  rodzinę. Ciężko uzbierać na wynajem, a co dopiero mówić o kupnie.
Oczywiście jest jeszcze grupa tych, którzy przyjechali w poszukiwaniu pracy i wysyłają pieniądze swoim rodzinom, ci mieszkają często tam gdzie pracują, ponieważ Dharavi to wielkie skupisko zakładów produkcyjnych.
Wytwarzanie przedmiotów skórzanych to główny przemysł w tym miejscu. Ale istnieje tam również mnóstwo innych małych przedsiębiorstw: sortowania, kruszenia i przetapiania plastiku, czyszczenia metalowych puszek (np. takich po farbie), lepienia garnków itd. 
Dharavi
O tym jak pracuje Dharavi ciekawie mówi ten fragment:
“Kiedyś pojawiło się zamówienie na 2700 teczek - prezentów, które jeden z dużych banków chciał wręczyć podczas hinduskiego święta Diwali. Bank skontaktował się z dostawcą. Ten skontaktował się z producentem skór, który z kolei wysłał zamówienie do wytwórcy. Gdyby to zamówienie zostało złożone w Chinach, to prawdopodobnie trafiłoby do jednej z potężnych fabryk, które zatrudniają tysiące migrantów z obszarów wiejskich, i które sprawiły, że Chiny stały się motorem napędowym produkcji.
W Indiach to zamówienie dotarło do Mohammeda Asifa w Dharavi. Asif “zatrudnia” 22 osoby, które siedzą ze skrzyżowanymi nogami za stertami miękkiej, czarnej skóry, tworząc swego rodzaju linię produkcyjną. Ciasna fabryczna przestrzeń pełni podwójną funkcję: jest również miejscem, w którym śpią pracownicy. Dlatego teczki były gotowe zaledwie po dwóch tygodniach.
Golibroda

“Pracują ciężko. Od 8 rano do 11 w nocy, ponieważ im więcej zrobią, tym więcej zarobią, i tym więcej pieniędzy wyślą do swoich rodzinnych domów. Przychodzą tu przecież, żeby zarobić” - mówi Asif.
Ślady działania Dharavi są widoczne w całej gospodarce Mumbaju, a także poza nią - nawet, jeśli niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Asif, właściciel sklepu z wyrobami skórzanymi, wykonał skórzane foldery wykorzystywane w najsłynniejszym hotelu Taj Mahal Palace. Smaczne przekąski, które można nabyć w najbardziej wyrafinowanych cukierniach Bombaju? One także pochodzą z Dharavi. Eleganckie torebki skórzane sprzedawane w drogich sklepach? To również produkty często wyprodukowane w slumsach.”





Poranna toaleta

Dzieci w Dharavi lubią pozować do kamery.


9 komentarzy:

  1. Nie wiem jak inni, ale ja po przeczytaniu tego artykulu pomyslalabym dwa razy przed zjedzeniem "wyrafinowanych przekasek" z cukierni w Bombaju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo chyba trzeba by się zastanowić przed kupnem czegoś z napisem MADE IN CHINA. Tylko że takie już z nas konsumpcyjne społeczeństwo, że nikt nie myśli o tym jakie to rączki wciśnięte w ciasny kąt hali produkcyjne i nędznie opłacane nad tym pracowały....

      Usuń
  2. oglądałam ostatnio program o slamsach w Indiach, ni epamiętam dokładnie czy było to Delhi czy Mumbaj. Program śłedził życie paru rodzin. Jedna kobieta, bardzo obrotna zajmowała się zbieraniem i oczyszczaniem plastiku i oddawaniem go do skupu, W interes zaangazowana była całą rodzina. Póżniej nawet zainwestowała i kupiła małą furgonetke i sama zawoziła plastik do topienia, omijając skup. Zaczeło się im powodzic i nawet pokazywała reporterowi jak rozbuduje swoją "chałupe" w slamsach. Na pytanie, czy nie chce się wyprowadzić do lepszej dzielnicy, do normalnego mieszkania, odpowiedziała, a po co? Tutaj jest cała moja rodzina, córka mieszka za rogiem z meżem, rodzina mezą po drugiej stroni, tu jesteśmy bezpieczni. A jak zrobię tą dobudówkę to wszyscy sąsiedzi będa nam zazdrościc..:-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Sznupcia Indusi myślą inaczej. Moje Induskie koleżanki bardzo mi współczują, że nie mieszkam razem z kuzynami, kuzynkami i ich rodzinami. A slamsy i wizyta w nich jest zdecydowanie nie na moje nerwy, za wrażliwa jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sznupciu i Kuro zgadzam się całkowicie, join family czyli życie we wspólnocie rodzinnej to podstawa w Indiach, a nawet gdyby ktoś chciał inaczej to reszta rodziny może się obrazić!
      Pewno Kuro jakbyś dłużej pomieszkała w Mumbaju to do slamsów byś się przyzwyczaiła, nie ma wyjścia, są wszędzie dookoła, od oglądania biedy się nie ucieknie. Smutne ale prawdziwe.

      Usuń
  4. hmmm jak przyjechalam do bombaju, to bieda i wszedzie porozstawiane slamsy, az bily mnie po oczach. obecnie chyba do tego juz przywyklam i odbieram to jako element tutejszego krajobrazu ;-)

    warty dodania jest fakt, ze nieruchomosci sa tu baaardzo drogie, jednak gdy jeden z drugim rozstawi swoje "namioty" a za nimi przyjda inni), w wiekszosci przypadkow nikt ich nie przegania. nastepnie deweloper ktory bedzie chcial wybudowac cos na tej ziemi, bedzie im proponowal darmowe mieszkania w zamian za udostepnienie mu ziemi.
    dlatego ostatnio stwierdzialm, ze tez sobie rozstawie namiot :P a co, moze za kilka lat trafi sie darmowe mieszkanie :P hahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nawet nie wiedziałam, że tak to działa.
      Ja widziałam dwa takie "osiedla", które się wyniosły gdzie indziej i lokalni mówili, że policja ich przegoniła. Co prawda jedno z nich przeniosło się na sąsiednią ulicę, więc nie wiem jaki sens miało przeganianie, może jakiemuś bogaczowi przeszkadzali w parkowaniu samochodu?

      Usuń
  5. Ciesze sie, ze developerzy oferuja mieszkania tym ludziom ze slumsow, ktorych chca przesiedlic. Nie zawsza maja tyle rozumu. Jeden mieszakniec Mumbaju opowiadal mi o tym, jak developerzy koniecznie chcieli kawalek ziemi na obrzezu Dharavi, ale zamiast mieszkania dali poprostu tym ludziom spore sumki gotowki. Niestety z racji tego, ze wiele z tych rodzin nigdy na oczy nie widzialo takiej olbrzymiej gotowki to przetrwonili (albo raczej nie wiedzieli jak zagospodarowac) i wyladowali z powrotem na progu, tyle ze pewnie w gorszym slumsie tym razem.

    Co do wycieczki to chcialam bardzo isc, ale rodzina sie oczywiscie zbyt martwila. Moze nastepnym razem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do wycieczki to chyba nie masz czego żałować, slamsy i tak oglądałaś wszędzie dookoła.... A z tym dawaniem mieszkań albo gotówki to działa tylko wtedy gdy są to tereny osiedlone legalnie (jak np w Dharavi), jeżeli slamsy powstają np przy torach, ulicach nielegalnie, to nikt im nic nie oferuje za przeniesienie.

    OdpowiedzUsuń