czwartek, 12 grudnia 2013

Na prowincji cisza i spokój.

Aby uszanować 86 - te urodziny króla nawet w Bangkoku zapanował spokój, a co dopiero u nas...
życie toczy się dalej leniwie i spokojnie ...
- odwiedzili nas kolejni znajomi z Polski (chyba od zarania dziejów do Kalasina nie przyjeżdżało tylu Polaków co ostatnio, a jeszcze spodziwamy się gości, z czego niezmiernie się cieszymy). Przy okazji pozdrawiamy Martynę i Bartka ;-)
-wypiliśmy zdrowie króla;
-zaliczyliśmy kolejne wycieczki po okolicy;
-w szkole częściej coś świętujemy niż uczymy;
-cieszymy się świąteczną atmosferą, chociaż  lato wokół.... i planujemy co by tu zrobić na wigilie oraz gdzie jechać  na sylwestra...
- no i cały czas cieszymy się, że mieszkamy w Tajlandii ;-)
Na podsumowanie tego wszystkiego troche fotek z naszego życia codziennego...

niedziela, 1 grudnia 2013

Krwawe zamieszki w Bangkoku

Cały świat obiegła informacja o  zamieszkach i starciach jakie dzieją się w Bangkoku. Zginęły już dwie osoby, 45 zostało rannych, a to pewno jeszcze nie koniec zamieszania. Do starcia doszło  między zwolennikami i przeciwnikami rządu.
Antyrządowe demonstracje trwają już od tygodnia, ale wczoraj, czyli w sobotę nastąpił punkt kulminacyjny, natomiast dzisiaj (w niedzielę) rząd podjął decyzję o wysłaniu na ulice miasta wojska.

niedziela, 24 listopada 2013

Loy Krathong – najbardziej romantyczne święto w Tajlandii


Nazwa Loy Krathong pochodzi od słów „loi” co oznacza  „płynąć” albo „unosić się”, zaś „krathong” to mała  tratwa czy łódeczka, robiona z pnia oraz liści bananowca, kwiatów, świeczek i kadzidełek, czasami wkłada się również pieniążek.  Niektóre krathongi są przygotowywane ze styropianu, wafli  lub nawet chleba.
Nasze święto Loy Krathong zaczęło się od robienia  własnych  “krathongów”, Rajski uruchomił fantazję i zrobił jedynego w swym rodzaju krathonga z kokosa. Nie jesteśmy aż tak zdolni, żeby samemu wymyślić jak oni to robią, pomagali nam w tym tajscy uczniowie.
Tak przygotowane lub częściej kupione krathongi puszcza się na wodę w celu przeprosin za złe uczynki.

niedziela, 17 listopada 2013

Wycieczka do świątyni z trupami.

Dobry post powinien mieć przyciągający tytuł ;-) więc taki już mamy, co więcej naprawdę były mumie i kościotrupy.
Zaczynając od początku ... jak już wielokrotnie pisaliśmy lubimy wycieczki rowerowe po naszej okolicy i zabieramy na nie wszystkich, którzy nas odwiedzają.  Tym razem były to dwie „Ślązaczki rodaczki”, które przy okazji serdecznie pozdrawiamy ;-)
Dzień był piękny, jak wszystkie w Tajlandii, tutaj lato mamy przez cały rok.  Wycieczka zaczęła się w miarę wcześnie, bo w ciągu dnia słonko zaczyna przygrzewać, a przed nami 7 km w jedną stronę.
Pierwsze atrakcje zaliczaliśmy już po drodze: chińskie sieci, popisy dzieci i ich skoki do przydrożnego kanału, wokół pola ryżowe, palmy, bananowce, cisza, spokój i czasami radosne „Hello”. W końcu „falangi” to rzadkość na wsi, więc wzbudzamy zainteresowanie.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Khao Lak, zarezerwowane dla niemieckich wczasowiczów.


Pożegnawszy się z prawie bezludną wyspą Koh Phayam postanowiliśmy, że chwilowo żadnych więcej wysp. Zostajemy na stałym lądzie. Jednym z punktów w okolicy, których jeszcze nie widzieliśmy, a słyszeliśmy o nim było  Khao Lao. Miejsce znane jako baza wypadowa do nurkowania na Similan Island. W związku z powyższym spodziewaliśmy się zastać na miejscu grupy bardziej lub mniej młodych poszukiwaczy przygód i nieco ekstremalnych emocji.
Wypatrzyliśmy na mapie, sprawdziliśmy w internecie, Khao Lak jest długie (ok 16 km), dzieli się na 3  części: Nang Thong (najbardziej turystyczna), Bang Niang (średnio turystyczna) i Khuk Khak (najmniej turystyczna),  my zdecydowaliśmy, że chcemy wysiąść w Bang Niang.

czwartek, 31 października 2013

Koh Phayam, wyspa dla samotników

Statek Robinsona Cruzoe
Rozmawiając o planach wakacyjnych w „nauczycielskim gronie”przyznaliśmy się, że chcielibyśmy pojechać na wyspę w Tajlandii, która nie jest tak turystyczna jak Koh Phi Phi. Koh Phi Phi z niesmakiem opuściliśmy spędzając tam niecałą dobę. Mark, Brytyjczyk uczący z nami w tej samej szkole poradził:
- Jedźcie na Koh Payam. Nie ma turystów, ba, nawet dróg tam nie ma. Jak chcecie gdzieś dotrzeć to na piechotę albo motorkiem.
Koncepcja wydała nam się całkiem sensowna, szczególnie, że było tam  blisko z Koh Tao.

piątek, 25 października 2013

Koh Tao, czyli najlepsze snorkowanie w naszym życiu. Część 2



Najpopularniejszy środek transportu na wyspie Kho Tao to motorek, koszt wynajmu 150-200B + 50B paliwo. Jeżdżą tez taksówki, koszt przejazdu 2 km (bo tyle pewnie będzie z portu do waszego hotelu) to 100B. My wybraliśmy wersje hardcorową – autonogi . Wyspa nie jest duża i w większość  miejsc można po prostu dojść, ale ponieważ chcieliśmy też dotrzeć w dalsze zakątki wyspy zdecydowaliśmy się razu pewnego na wypożyczenie rowerów. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że ta wyspa to tak naprawdę wielka góra, której czubek wystaje z wody, więc pedałuje się z reguły bardzo ostro pod górę, albo zjeżdża się w szalonym tempie w dół. Męcące, a czasem strasne.

środa, 23 października 2013

Koh Tao, czyli najlepsze snorkowanie w naszym życiu. Część 1.



Pod wodą, wiadomo, może być zimno, czapka rzecz niezbędna!
No i mamy pierwsze nasze wakacje w tajskiej szkole! Wyruszyliśmy więc poznawać miejsca gdzie nas jeszcze nie było! Zaczęliśmy od Koh Tao. To niewielka wyspa leżąca w Zatoce Tajlandzkiej, będąca popularną destynacją wszystkich wielbicieli oglądania świata podwodnego. Jak to kiedyś ktoś nam powiedział, świat podwodny można oglądać przez nurkowanie i rurkowanie. Rurkowanie bywa też zwane snorkowaniem (nie mylić ze smarkaniem). My uprawiamy właśnie tą drugą dyscyplinę sportową. Do niedawna uważaliśmy, że najlepsze/najciekawsze 'rurkowanie' mieliśmy w Egipcie, w Sharm El Sheikh, na Morzu Czerwonym, ale Koh Tao dostarczyło nam takich wrażeń, że zepchnęło Egipt na drugą pozycję.

środa, 16 października 2013

Polsko - chińskie gotowanie.



Ostatni tydzień w naszej szkole to już same luzy. Kończymy pierwszy semestr. Uczniowie już mają wakacje (takie nasze ferie zimowe), a my jeszcze chodzimy do szkoły zakończyć sprawy dziennikowe, taka szkolna biurokracja, tutaj jak się okazuje ważniejsza niż samo uczenie!
Korzystając więc  z nic nie robienia, postanowiliśmy zaprosić nasze chińskie koleżanki nauczycielki na wspólne polsko –chińskie gotowanie.
W Tajlandii pracuje ich sporo, ich ojczyzna wysyła młodych studentów na roczny wolontariat, gdzie chcąc czy nie chcąc uczą chińskiego. Na chwałę ojczyzny!