sobota, 19 maja 2012

Wesele hinduskie.

Dzięki naszym węgiersko-indyjskim znajomym (Hajnal + Rajesh) mieliśmy okazję uczestniczyć w 2-ch weselach hinduskich, co było dla nas bardzo ciekawym przeżyciem. Obydwa miały mniej więcej podobny schemat, typowy dla wszystkich wesel hinduskich.
Na uroczystość zaprasza się mnóstwo gości (200 osób to minimalne minimum, z reguły jest 500+ ;-) W ten sposób rodziny zaślubionych chcą podzielić się swoją radością.
Goście to nie tylko rozliczna rodzina, ale też sąsiedzi, znajomi z pracy, a nawet znajomi znajomych (właśnie w takiej roli występowaliśmy). Imprezy odbywają się w dużej sali lub na dworze. Na środku zbudowana jest scena, na której siedzą młodzi. Ubrani są w regionalne stroje, bardzo strojne i kolorowe, mnóstwo złotej i diamentowej biżuterii.
W większości regionów panna młoda ma strój czerwony, ale nie jest to regułą. Wszyscy goście siedzą przed sceną jak na widowni. W pewnym momencie przed tronami państwa młodych ustawia się długa kolejka i rozpoczyna się główna, bardzo długa część uroczystości czyli wręczanie prezentów i robienie zdjęć. Ci, którzy już przeszli ten etap przechodzą do drugiej sali na poczęstunek. Jest on bardzo wystawny, wielodaniowy, podawany w postaci szwedzkiego stołu, ale (tu pierwsze zaskoczenie) składa się tylko z dań wegetariańskich i (tu drugie zaskoczenie) nie ma alkoholu! Ta tradycja jest oddaniem hołdu hinduskim Bogom.
My jako mięsożercy byliśmy zadziwieni i trochę rozczarowani, ale trzeba przyznać, że jedzenie wegetariańskie też może być pyszne. Po obfitym posiłku goście zaczęli się rozchodzić i.... to był koniec imprezy (zaskoczenie trzecie). Juuuż......?
A gdzie jakieś tańce? Tak wystawne, kosztowne przyjęcie, tyle gości, rodziny często popadają nawet w długi i biorą kredyty żeby pokryć koszty wesela. a wszystko trwało 2-3 godziny i.... do domu....?
Wygląda to zupełnie inaczej niż u nas (Polacy to się potrafią bawić!), ale z drugiej strony, może przez to było ciekawe dla nas. Jak się dowiedzieliśmy później, od eksperta w tej sprawie, tak wygląda 2-gi dzień uroczystości. W pierwszym dniu zaprasza się tylko najbliższą rodzinę i odbywa się część religijna.
Naszym ekspertem była Iza z Polski, żona Hindusa, która przeżyła to na własnej skórze;-) Warto dodać że data i godzina ślubu jest ustalana przez astrologa, który odpowiednio wcześniej sprawdza horoskopy państwa młodych (czy do siebie pasują ) i ustala najbardziej przychylną datę, która będzie dobrze wróżyć przyszłości małżeństwa.
Obrządki religijne trwają mniej więcej 6 godzin. Są tam modlitwy i zapalanie świętego ognia. Ogień jest bardzo ważnym elementem ceremonii, małżeństwo może być nie ważne jeżeli nie było ognia. Państwo młodzi na znak przypieczętowania małżeństwa chodzą wokół ognia 7 razy, najpierw żona, a za nią mąż i tak 6 razy, a ostatni raz żona idzie za mężem. Podczas tego obrządku para jest związana ze sobą - tzn. wiąże się końcówkę sari  dziewczyny z kawałkiem ubrania chłopca lub trzymają się za ręce. Oprócz tego w czasie ceremonii zapala się kadzidełka, „omiata” ogniem, rozbija kokosa, obsypuje kwiatami, ryżem i robi się wiele innych symbolicznych elementów. Wszystko to odbywa się w sanskrycie. Na szczęście Iza miała tłumacza, przynajmniej wie, do czego się zobowiązała ;-).
Ale za nim dojdzie do tych wszystkich uroczystości młodzi muszą się odpowiednio dobrać, co w Indiach wcale nie jest takie proste. Czytałam, że nadal około 80% zawieranych małżeństw jest aranżowanych, tzn. rodzice decydują o wyborze męża lub żony. W dużych miastach jak Mumbaj te proporcje są zapewne inne. Społeczeństwo jest bardziej postępowe i nowoczesne, ale na prowincjach nadal obowiązuje tradycja, której nie wolno łamać. 
W tradycyjnych rodzinach kontrakt małżeński zakłada, że panna młoda wnosi wiano, co we współczesnych czasach oznacza: pieniądze, sprzed AGD, telewizor a nawet samochód. Rolę swatki obecnie ułatwia internet, gdzie zamieszcza się ogłoszenia matrymonialne zawierające informacje o wieku kandydatki, pochodzeniu, religii, kaście oraz o wysokości wiana.
To czym się interesuje, co lubi, czy jak wygląda jest mniej ważne. Po ślubie żona staje się częścią (czyt. własnością!) rodziny męża. Zdarza się nadal, że jeżeli rodzina młodej żony nie dotrzymuje obietnicy lub zwleka z przekazaniem wiana dochodzi do tragedii, nazywanej „podpalaniem żony”. Sytuacje takie są ukrywane w rodzinach i oficjalna wersja mówi, że dziewczyna oblała się gorącym olejem. Jest to przestępstwo trudne do udowodnienia, ponieważ najbliższa rodzina milczy. 
Innym nielegalnym, ale nadal praktykowanym zwyczajem, jest wydawanie za mąż młodych, kilkuletnich dziewczynek. Zdarza się to jeszcze na prowincjach.
Dziewczynka po ślubie mieszka nadal ze swoimi rodzicami, dopiero po osiągnięciu dojrzałości musi się przenieść do domu męża, często dużo starszego od niej.
Należy jeszcze dodać, że rozwody w tym kraju praktycznie nie istnieją. Oficjalny rozwód sądowy jest bardzo trudny do uzyskania, sprawy ciągną się latami, a jeżeli nawet uda się go uzyskać, były mąż cały czas musi utrzymywać byłą żonę i dzieci, nawet jeżeli ona pracuje zawodowo. Istnieją też małżeństwa zawierane tylko w świątyniach, przed Bogiem i społecznością. Wówczas wydawałoby się, że z rozwodem nie będzie problemu, gdyż nie było oficjalnego - państwowego ślubu. Tymczasem jest wręcz przeciwnie, gdyż w społeczności hinduskiej rozwód jest nieakceptowany.
Według niepisanej tradycji indyjskiej syn ma obowiązek zamieszkać razem z rodzicami i opiekować się nimi na starość. Dlatego synowa mieszka z teściami, a teściowa w takiej relacji z reguły pokazuje, kto rządzi w domu. Dlatego tak jak w Polsce śmiejemy się z dowcipów o teściowej i zięciu, tak w Indiach słynne są złe relacje między teściową a synową. Ale nie wszystkie teściowe są takie złe, np. Iza chwali swoją (bo z nią nie mieszka - jak sama dodała ha, ha...).
Ciekawa jest też histora chłopaka, wysłanego do szkół w Europie, który poznał tam dziewczynę, zakochał się w niej i chciał się żenić. Presja rodziny była jednak tak silna, że wymuszono na nim małżeństwo z dziewczyną, którą wybrali mu rodzice.
Wrócił do Indii prosto na swój ślub i zamieszkał z rodzicami. Młodzi ludzie, często wykształceni, którzy poznali świat, nadal kultywują tradycję i poddają się naciskom rodziny.
Kolejnym przykładam jest Hilda z rodziny Sikkimowców. To wykształcona, samodzielna dziewczyna, która od kilku lat mieszkała w Bangalore. Tam ją poznaliśmy. Miała chłopaka pochodzącego z Dehli, byli już długo ze sobą i chcieli się pobrać. Młodzi poznali się bez udziału rodziców i byliśmy ciekawi, czy uda się sfinalizować to małżeństwo. 
Jakieś pół roku temu dowiedzieliśmy się, że zwołana została narada rodzinna. Spotkanie na szczycie miało miejsce w Dehli, gdzie zjechali się przedstawiciele obydwu rodzin. I to nie tylko rodzice młodych, ale też ciotki i wujowie. Martin i Neelam (nasi znajomi Sikkimowcy) też zostali zaproszeni. Konsylium rodzinne niby ustaliło, że ślub może się odbyć, ale jak się dowiedzieliśmy z dobrze poinformowanych źródeł, rodzina Hildy raczej nie była przychylna. Ostatnio dowiedzieliśmy, że Hilda nie mieszka już w Bangalore tylko z rodzicami i nie chodzi już z chłopakiem z Delhi tylko szuka męża w Sikkim...
Zdarzają się również w Indiach małżeństwa z miłości, ale przyszli małżonkowie często przechodzą gehennę w walce z rodziną, a ich relacje rodzinne często zostają zerwane. O takiej historii miłosnej będzie następny post. Przeczytacie, jak to młoda, indyjska dziewczyna walczy o swoją niezależność.

14 komentarzy:

  1. Przyznam, że jestem w szoku, bo zawsze słyszałam, że ślub i wesele u Hindusów trwają nawet do tygodnia;) Oglądając filmiki na youtube, było coś takiego, że np. pierwszego dnia zaślubiny, a w kolejnych zabawa i do tego tańce. Czy jest taka możliwość, że zależy to od zasobności portfela albo też już mieszkania w innym miejscu niż Indie? (z filmików to byli Hindusi mieszkający w UK lub też w USA) Ogólnie bardzo ciekawy post:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak piszesz długość imprezy zależy od zamożności portfela. Słyszeliśmy o weselach w Indiach , które trwały kilka dni, ale dotyczy to bardzo bogatych, których z resztą tutaj nie brakuje. Przeciętne wesela ograniczają się do dwóch dni, pierwszy zaślubiny, drugi zabawa, co i tak jest bardzo kosztowne. Co do tańców, menu i alkoholu pewno mogą być wyjątki, na co ma wpływ mieszkanie w innym kraju. Nawet w Indiach słyszeliśmy o weselu, na którym pojawił się alkohol (oczywiście w ukryciu), ale typowe wesela w tradycyjnych, religijnych rodzinach są takie jak opisaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tym jak wygląda dobieranie par oraz sam ślub możecie poczytać tez na http://swiat.newsweek.pl/moje-wielkie-indyjskie-wesele,56083,1,1.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki wielkie za odpowiedź i za linka do ciekawej lektury:) A Wasz blog jest świetny! Czy byliście jeszcze świadkami jakiś uroczystości? Bo świat Indii bardzo mnie fascynuje, a z pierwszej ręki informacje są najlepsze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za miłe słowa;-) Aż się chce pisać dalej!
    Osobiście byliśmy jeszcze na roczku. Była to wielka impreza, prawie jak ślub. To było na wsi i byliśmy zdziwieni, że gospodarz, u którego wynajmowaliśmy domek nas zaprosił. Dostaliśmy wydrukowane specjalnie na tą okoliczność zaproszenia. Jeszcze bardziej zdziwiliśmy się jak okazało się, że tam była cała wieś, chociaż szczęśliwy tatuś wcale nie wyglądał nam na zamożnego faceta. Roczek dziecka to wielka uroczystość, hucznie obchodzona, trochę jak nasze chrzciny, ale zaproszonych jest znacznie więcej osób. Niestety my nie uczestniczymy w uroczystościach religijnych, te przeznaczone są tylko dla najbliższej rodziny, widzimy tylko samą zabawę. Ale dużo słyszeliśmy o świętach hinduskich, odprawianiu pudży czyli modlitwy. Niebawem napiszemy o tym więcej w poście:) Jako ciekawostkę mogę dodać, że w kalendarzu indyjskim jest ponad 30 dni wolnych od pracy z powodu świąt, oprócz oczywiście niedziel, które też są wolne. Są to nie tylko hinduskie uroczystości, ale też buddyjskie, muzułmańskie, chrześcijańskie i państwowe, powodów do świętowania maja mnóstwo. Jednym z bardziej znanych świąt hinduskich jest świeto Holi, o którym juz pisaliśmy kiedyś http://rajscy.blogspot.in/2012/01/swieto-holi-w-rajastanie.html.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj piszcie dalej:) Uwielbiam takie blogi:)
    Ciekawe to święto dziecka:) Podoba mi się to, że te wolne dni obejmują święta różnych wyznań. Dobrze zrozumiałam? Coś fantastycznego! Nie tak jak u nas w Polsce, gdzie kalendarz obejmuje tylko nasze rzymskokatolickie święta, a pomija prawosławne czy żydowskie. A na święcie Holi strasznie chciałabym być:) Musi być bardzo kolorowo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwierz mi Myslicielko nie chcialabys uczestniczyc w Holi :-) najczesciej jest to wydarzenie w ktorym biora udzial tylko mezczyzni plus czasem turysci,dlatego ze dla kobiet a tym bardziej dzieci jest to zazwyczaj niebezpieczne, ludzie sa pijani nie patrza gdzie i na kogo rzucaja kolory, nikt sie toba nie przejmie gdy dostaniesz takim proszkiem w oczy i przestaniesz widziec na chwile, zdeptaja cie, beda popychac i rzucac sie kazdy na kazdego... Podczas holi zdarza sie mnostwo wypadkow, a w tym roku w Jaipur wielka afera o dodawaniu do kolorow dodatkow chemicznych - swinstwa od ktorego ludzie dostali roznego rodzaju uczulen i wysypek, a i jeszcze jedno - po takim szalonym holi kolory schodza okolo tygodnia!! jak bylam w tym roku w Jaipur akurat w terminie holi - recepcja wrecz prosila gosci o pozostanie tego dnia w hotelu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejak, tez mialam slub w Indiach. Cudowna sprawa i przewspaniale sunie, super blog pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Nasze doświadczenia ze święta Holi nie są takie dramatyczne:)Ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że może być niebezpiecznie jak trafi się na podpitą bandę mężczyzn.
    Byliśmy właśnie w Jaipurze, to było rok temu i było miło. W świątyni gdzie odbywały się uroczystości było pełno kobiet. Nikt nie zachowywał się agresywnie, chociaż w pewnym momencie mieliśmy już dość kolorów i rzeczywiście schodziły około tygodnia, a niektóre ubrania nadawały się do wyrzucenia. Ale nasi gospodarze uprzedzili nas, że tak będzie. W tym roku Holi spędzaliśmy w Mumbaju i właściwe nic się nie działo, trochę młodych chłopców biegających z proszkami na ulicy. Można to trochę porównać do naszego śmigusa dyngusa. Fajna tradycja, ale jeżeli jest robiona z umiarem i kulturalnie, jeżeli natomiast przeradza się w bandyckie wybryki młodziaków jest nieprzyjemna.

    OdpowiedzUsuń
  10. London Girl napisz coś więcej o swoim weselu, ile dni trwało? czy wyglądało tak jak opisaliśmy? Ile gości mieliście?

    OdpowiedzUsuń
  11. Super sprawa przeżyć takie wesele .. no może mnie też kiedys to spotka ;d
    Uwielbiam wszystko co zwiazane z Indiami jest !!
    m in. filmy Bollywood , tollywood itd ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszamy do Indii, tu można to pooglądać od wewnątrz, czasami nawet dotknąć.

    OdpowiedzUsuń
  13. Sfilmowałem trzy orszaki ślubne w Agrze i przyjęcie weselne w Jaipurze. Rzeczywiście goście ucztują do 22 -23 00 po czym wszyscy się rozchodzą. Para młoda pozostaję często w specjalnie przygotowanym pokoju hotelowym, w którym następuje "konsumpcja" małżeństwa. Tańce odbywają się na ulicy w orszaku pana młodego. Film z tych uroczystości znajduje się pod linkiem http://youtu.be/EreMZ3B2UPw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za wzbogacenie naszego bloga.Pozdrawiamy.
      Rajscy

      Usuń