czwartek, 29 marca 2012

Porwania na Mindanao i Archipelagu Sulu

Południowo - zachodnia części Mindanao i Archipelag Sulu uważane są za tereny niebezpieczne z powodu porwań turystów lub misjonarzy, które tutaj zdarzały się w przeszłości. Wszystkie przewodniki oraz lokalna ludność ostrzega, żeby się tam nie wybierać.  Należy się teraz wyjaśnienie skąd takie zagrożenia.
Uwaga, wkradnie się trochę historii Filipin!.
Otóż wszystko z powodu muzułmańskiej mniejszości, która mieszka na tych terenach. Niektórzy, twierdzą, że problem jest sztucznie rozdmuchany, by zaszkodzić wyznawcom Islamu, ale porwania zdarzają się naprawdę.
Na Archipelagu Sulu Sułtanaty powstały pod koniec XV wieku, czyli jeszcze przed przybyciem Hiszpanów. Magellan dotarł na wyspy trochę później, bo w 1521 roku i do końca XVI wieku niemal cały achipelag filipiński był już podbity i przekształcony w kolonię. Rozpoczęło się też wprowadzanie chrześciajaństwa. Nie udało się jedynie podporządkować Muzułmanów, nazywanych przez Hiszpanow Moro. Już wówczas
ludność Sulu bardzo silnie broniła swojej wiary, zresztą z pomocą sąsiednich państw malajskich. Kolonistom udało się co prawda, wprowadzić własną administrację na tych terenach, ale Chrystianizacji nie dokonano. Podobnie było za czasów kolonii amerykańskiej. "Sojusznicy zza wielkiej wody" najpierw pomogli Filipińczykom wyzwolić się spod, trwającego ponad 300 lat, jarzma Hiszpanów, a potem stwierdzili:
"Oczywiście należy wam się niepodległość, ale najpierw nauczymy was jak wygląda demokracja, przecież sami sobie nie poradzicie...". To oczywiście nie spodobało się tutejszej ludności, ale po 2-letniej wojnie musieli ustąpić. Wszystko to działo się na początku XX wieku i w ten sposób rozpoczęła się nowa kolonizacja amerykańska. Po podporządkowaniu filipińskich wysp, koloniści zajęli się Sułtanatami na Sulu, które chcąc nie chcąc stały się częścią Filipin. Amerykanie przez kolejnych prawie 50 lat uczyli "sojuszników" demokracji i dopiero w 1946r. oddali Filipiny w ręce Filipińczyków, ale pozostawili jeszcze swoje bazy wojskowe.
Definitywnie opuścili ten kraj dopiero w 1992 r.
Wracając do części muzułmańskiej, nadal istnieją tam grupy rebeliantów, które walczą o odzyskanie utraconej autonomii. Jednym ze sposobów zwrócenia na siebie uwagi, a także zdobycia środków finansowych są porwania dla okupu. 

Pozostałości po Hiszpanach.
 Porwania są i ciągle się zdarzają. Ostatnie miało miejsce pare tygodni temu na wyspie Tawi-Tawi, ofiarami byli belgijscy podrożnicy. A w zeszłym roku porwano księdza ze zgromadzenia św Columban, Irlandczyka, po miesiącu został wypuszczony. Czyli sprawa jest poważna, a lokalna ludność cały czas przestrzega. Ostatnio pojawiły się podobno znowu pogróżki i polscy misjonarze w ostatnim miesiącu zostali przeniesieni w bezpieczniejsze tereny. Lepiej więc nie pchać się, gdzie nas nie chcą. My w towarzystwie zaprzyjaźnionego księdza Andrzeja odwiedziliśmy tereny Zamboanga del Sur. Swoją drogą piękne górzyste miejsca, ale dalej już nie zapuszczaliśmy się.
Okolice Zamboanga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz