wtorek, 13 marca 2012

Bantayańskie przemyślenia, czyli...... w życiu piękne są tylko chwile...


I o tych chwilach głównie piszemy, takie właśnie wspaniałe chwile spędzaliśmy na wyspie Bantayan i o nich mogłabym pisać i pisać. Czytelnik może jednak mieć błędne wyobrażenie, że życie podróżnika usłane jest różami i wszystko jest takie cudowne, a tak wcale nie jest. Chodzi mi nie tylko o takie problemy jak użeranie się z rikszarzami, którzy zawsze chcą cię naciagnąć, spędzenie nocy na dworcu, bo pociąg się spóżnił 12 godzin, czy jazda kilkanaście godzin w rozklekotanym autobusie, to wszystko można, po czasie, nazwać przygodą. Chodzi mi bardziej o plusy i minusy decyzji o życiu inaczej, w innym kraju, innej kulturze, bez perspektywy emetytury, ale z wieczną przygodą.
Czasami piszą do nas ludzie, ale macie super, takie cudowne plaże, tyle przygód, ale wam zazdroszczę...
Myślę sobie wtedy, że ja z kolei zazdroszczę tobie spotkania z rodziną, stałej pracy... Życie składa się z wyborów i każdy wybór, każda droga ma swoje plusy i minusy, a najważniejsze, żeby cieszyć się z tego co mamy tu i teraz.
Człowiek już tak jest skonstruowany, że jego myśli ciągle uciekają w przeszłość albo przyszłość. Albo rozpamiętujemy to co już było, tęskinimy za czymś co minęło i to nas zasmuca, albo wyobrażamy sobie co byśmy chcieli, marzymy o czymś, chcemy czegoś i jestesmy smutni, że tego nie mamy, martwimy się czy to osiągniemy. Rzadko kiedy myślimy o teraźniejszości, o chwili obecnej, o tym, żeby łapać te chwile...bo...bo w życiu piękne są tylko chwile.
Ze mną jest podobnie. Często błądzę myślami w przeszłości, która była i nie wróci albo z kolei próbuje sobie układać w myślach przyszłość, która jest dla mnie wielką niewiadomą...W takich chwilach przywołuję się do porządku, mówiąc sobie, życie dało ci niesamowitą szansę poznania świata, korzystaj z tego tu i teraz.
W czasie naszej podróży poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, którzy postanowili przeżyć życie inaczej, szukają swojego miejsca na ziemi, albo znaleźli i próbują się zaaklimatyzować w nowej rzeczywistości. Historia każdego z nich jest niesamowita, przeżywają pełno przygód, ale często są pozbawieni stabilności. Ich życie jest ciekawsze, ale wcale nie łatwiejsze i nie pozbawione problemów. Na wyspie Bantayan mieliśmy okazje spędzić kilka super wieczorów w polskim towarzystwie, takich właśnie poszukiwaczy przygód i stąd moje przemyślenia o wyborach życiowych...            .
Przede wszystkim poznaliśmy tutaj Michała, który mieszka od dwóch lat na Bantayanie, pisze na swoim blogu o tym, o ile fajniej i przyjemniej jest żyć w ciepłych krajach. Porównuje życie w polskiej i filipińskiej wsi, jaki jest koszt ziemi, budowy domu, utrzymania, jakie są atrakcje w Polsce i na Filipinach. Jego bilans oczywiście wychodzi na korzyść Filipin, dlatego są ludzie, którzy piszą do niego: to ja rzucam wszystko i jadę tam!
Tata wysłał mnie po wiosło...
Ale szczerze mówiąc Filipiny to nie jest raj! Co prawda kokosy same z nieba spadają (i trzaba uważać...), ale o resztę rzeczy trzeba zadbać samemu. Nawet jeżeli jest tanio i wydajesz niewiele, to i tak kasa się kiedyś kończy, a trzeba z czegoś się utrzymywać. 
Najlepiej być emerytem, mieć  stały dopływ gotówki, która pozwala w azjatyckich krajach na luksusowe życie. Ale podobno "starych drzew się nie przesadza" i ludzie w wieku emerytalnym rzadko mają tak szalone pomysły, żeby wyjechać na drugi koniec świata i zaczynać wszystko na nowo. Najczęściej to ludzie w tzw. "wieku produkcyjnym" rzucają się w wir przygód i poszukiwań nowego miejsca na świecie. Na pewno nie jest to łatwiejszy sposób życia, ale na pewn ciekawszy...
Trzeba przy tym nie zapominać, że każde miejsce i każdy wybór ma swoje plusy i minusy. I nawet mieszkając w zimnej Polsce, mając szarą rzeczywistość zamiast filipińskich rajskich plaż, też można być szczęśliwym, tylko łapmy te chwile, kiedy na szarym niebie, z pomiędzy chmur, zaświeci słońce!


2 komentarze:

  1. Pięknie to powiedziałaś....buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobrze napisane :)
    Nic dodać, nic ująć.

    OdpowiedzUsuń