poniedziałek, 17 listopada 2014

Słoniowe show w Surinie

Surin słynie ze słoni! Szczególnie w trzeci weekend listopada kiedy to raz do roku odbywa się tutaj  wielki show z udziałem ponad 200 słoni. Oprócz przedstawienia na stadionie, można oglądać uliczną paradę oraz tzw. ‘szwedzki stół’ przygotowany oczywiście dla słoni. Z wyjątkiem tego jednego weekendu  słonie można znaleźć w wiosce Ban Ta Klang  koło Surinu, pisaliśmy o niej TUTAJ.
W ten weekend do Surinu przybywają tłumy, ceny hoteli skaczą do góry, a jak ktoś nie zarezerwował pokoju wcześniej to ciężko coś znaleźć. My na tą imprezę nastawialiśmy się już od lipca, kiedy to odwiedziliśmy Surin po raz pierwszy.
Niby wiedzieliśmy, że największe atrakcje będą odbywać się  w weekend, ale nie przewidzieliśmy, że oznacza to początek w piątek rano kiedy my jeszcze jesteśmy w szkole. No więc jak dojechaliśmy w piątek wieczorem okazało się, że minęła nas już uliczna parada i ‘szwedzki stół’.  Cóż może następnym razem uda się zobaczyć ;( Natomiast w sobotę odbywało się największe słoniowe show w Tajlandii ;-) Słonie tańczyły, malowały obrazy, kręciły hula-hop na trąbie, grały w piłkę nożna,  a na finał odbyła się bitwa z prawdziwymi armatnimi wystrzałami ;-0  
Na naszym FB można zobaczyć filmik jak słoń broni karnego ;-) Mecz piłki nożnej był bardzo spontaniczny i nieprzewidywalny ;-) 
Między słoniowymi występami można było pooglądać również regionalne grupy taneczne.  Ile taka przyjemność kosztuje?  To już zależy gdzie chcemy siedzieć. Najlepsze miejsca (loża VIPów) 100zł, potem kolejno 50 zł, 30zł i 4zł – za miejsce na trawie.
W podsumowaniu dodam jeszcze, że jak nie traficie do Surinu w ten jeden jedyny weekend w roku to warto jechać do wioski Ban Ta Klang (obok Surinu) za 10zł można zobaczyć  mniejsze słoniowe show  (co dziennie o godzinie 10 i 14), można słonie pokarmić, poklepać lub pojeździć na nich (20zł za przejażdżkę).




Przeciąganie liny, które wygrał oczywiście słoń. ale nie było lekko aż klęknął z wysiłku.













3 komentarze:

  1. Ja niestety uważam te wszystkie sztuczki typu, malowanie obrazów, czy kręcenie hulahopem za niepotrzebne okrucieństwo - wiadomo, że słoń nie maluje bo lubi, maluje bo musi. A jak się uczy słonia malować pędzlem? Nacinając i nakłuwając mu skórę za uszami. Polecam dokument o słoniach - The last elephants in Thailand - można w całości obejrzeć na YouTube http://www.youtube.com/watch?v=vy0H37xD3E8

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno się nie zgodzić, ale to samo można powiedzieć o wszystkich zwierzętach, które towarzyszą człowiekowi. A czy konie albo woły lubią ciągnąć ciężkie wozy, a psy lubią siedziec cały dzień przy budzie albo zamknięte w mieszkaniu?
    Tak samo jak są właściciele psów dobrzy i źli, tak samo pewno są mahoutowie dobrzy i źli.
    Kiedyś słonie były przyuczane do tego, żeby nosiły ciężkie bele drewna lub pomagały w innych pracach a teraz uczy się je jak grać w piłkę, kłaniać się czy malować obrazy . Czy należy to potępiać, bojkotować i postanowić, że nigdy nie będe popierać takiego biznesu na słoniach.
    A może słonie wolą grać w piłkę niż nosić te ciężkie bele drewna? A może próbuje sobie to tylko wytłumaczyc?
    Jeżeli opiekun czyli mahout wie jak postępować ze słoniem, nie znęca się nad nim a tresura jest prowadzona mądrze to może nic w tym złego. W końcu tresuje sie też np. psy czy powinnismy tez potępiać tresurę psów?
    Oczywiście można powiedzieć, że słonie powinny żyć na wolności, tak samo na wolności powinny żyć konie, krowy i psy, ale chyba tego nie zmienimy....

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba kwestia kultury :).

    W Indiach szukaliśmy miejsca, żeby móc dotknąć słonia i wreszcie trafiliśmy. I po pierwszej euforii zaczęło nas dręczyć, że słoń ma nogi spięte łańcuchem, że musi robić, co mu ludzie każą, że ma w uchu dziurę do kierowania takim kijem z haczykiem. Słoń, czyli rzadkość, egzotyka, cudowny olbrzym o gołębim sercu, marzenie każdego dziecka, bohaterski druh Stasia i Nel i w ogóle. A potem uświadomiliśmy sobie, że w sumie krowie na pastwisku też pęta się nogi, albo przywiązuje się rogi do kołka, zakłada im się kolczyki, a koniom się każe nosić cały rząd i biegać w kółko po placu z człowiekiem na grzbiecie, który to człowiek wbija im pięty w boki, daje klapsy palcatem i zmusza do skakania przez płotki. Tylko że koń jest nam akurat potrzebny, kiedy chcemy uprawiać sport, a krowa jest nam potrzebna, bo lubimy rosół na wołowinie, pieczeń cielęcą, masełko, twarożek i jogurt. Słoń jest nam potrzebny, żeby go platonicznie uwielbiać i marzyć, że pewnego dnia spotkamy dzikiego słonia, który zaprosi nas na swój grzbiet tak jak King Nel. Dlatego w głowie nam się nie mieści, żeby użyć słonia, bo to tak, jakby użyć człowieka, a może nawet gorzej - to jakby użyć mitycznego półboga. No cóż, niestety chyba trzeba się pogodzić z faktem, że słoń to zwierzę i przyznać się, że my dla zwierząt z naszej strefy klimatycznej wcale nie jesteśmy lepsi ;).

    OdpowiedzUsuń