wtorek, 10 kwietnia 2012

Wiszące trumny w Sagadzie

Po obejrzeniu ryżowych tarasów w okolicy Banaue, kolejnym punktem do którego wybierają się wszyscy turyści odwiedzający Filipiny  jest Sagada. Wszyscy z wyjątkiem "expresowych" podróżników, którzy chcą zobaczyć cały świat w 5 miesięcy. Pozdrawiamy ekipę  M+B i M+M, którym dedykujemy tego posta, żeby wiedzieli co stracili ;-)
 
Dopiero kiedy dopadły nas ulewne deszcze na Północy Luzonu zaczęliśmy narzekać. Tym razem więc podkreślimy, że w Sagadzie było ciepło i słonecznie.  
Jedynie powód, dla którego wszyscy odwiedzają to miejsce, jest raczej mroczny, są to wiszące trumny, czyli cmentarze na skałach. Zadziwiający sposób pochówku. Oglądając trumny wciśnięte lub zawieszone na ścianie skalnej na wysokości kilkunastu a czasem nawet kilkudziesięciu metrów zastanawialiśmy się, jak oni je tam umieścili?! Najstarsze z nich mają ok 500 lat, są już w stanie rozpadu i pewnie czasami spadają ze skał. Niektóre znajdują się w jaskiniach i spomiędzy spróchniałego i rozpadającego się drewna widać wystające kości. Ten sposób pochówku jest podobno dość drogi, ponieważ należy złożyć ofiarę z 20 świń i 60 kurczaków, ale jakim Bogom składają tą ofiarę, tu już nie wiemy. Z tego wynika, że tylko bogaci chowają w ten sposób zmarłych.
W pobliżu Sagady są 2 najbardziej znane miejsca z trumnami. Obydwa w zasięgu pieszych wycieczek: Echo Valley z wiszącymi trumnami i  Lumiang Burial Cave z trumnami w jaskiniach. Oprócz tych miejsc po drodze można wypatrzeć inne wiszące na zboczach skalnych.

Czy potraficie wypatrzeć na skałach wiszące trumny?
Przez większą część naszej podróży towarzyszyła nam wspaniała pogoda, co uważaliśmy za normalne i nie warte opisywania, w końcu mamy porę suchą na Filipinach.


 
Teraz widać je lepiej.
Trumna w jaskini.
Dużo trumien w jaskini.
Ale po co to krzesło?
Rozpadająca się trumna.
Oprócz słynnych trumien jedną z najciekawszych i wartych zobaczenia atrakcji w okolicy jest jaskinia Sumaging. Rajski zaliczył ją do najciekawszych miejsc na Filipinach, a ja potwierdziłam swoje zdanie, że nie lubię jaskiń, szczególnie takich z nietoperzami, które przeraźliwie piszczą i srają na głowę.
Dno jaskini wyglądało naprawdę przepięknie - małe jeziorka, strumyczki i formacje skalne, skąpane w światłach latarń.
Ale dotrzeć tam nie było łatwo. Jaskinia nie jest oświetlona, więc trzeba mieć ze sobą latarki, albo przewodnika z lampą gazową. Grup z przewodnikami było tak dużo, że momentami w jaskini było jasno jak w dzień. Droga wymagała niemałej ekwilibrystyki, nie dość, że stromo, to jeszcze ostre lub oślizłe kamienie pokryte mazią błota zmieszaną z guanem i nie ma wyjścia, żeby nie spaść trzeba podpierać się rękami o skały, fuuuuuuuuuuj!!!! Przeżycia ekstremalne, ale warto dotrzeć do celu.
Dla kompletnie szalonych istnieją jeszcze bardziej ekstremalne wycieczki jak przejście między jaskiniami, wzdłuż podziemnej rzeki. My z tej atrakcji zrezygnowaliśmy.
Na koniec chcemy pozdrowić Anię i Grzegorza, z którymi spędziliśmy kilka wspaniałych dni w Sagadzie i Angeles. Przy okazji przyznajemy Grzegorzowi złoty medal dla najlepiej przygotowanego podróżnika, jakiego spotkaliśmy. Tak precyzyjnie opracowanych tabel zawierających plan zwiedzania, nazwy hoteli, rodzaj środków transportu a nawet knajp w których należy zjeść obiad, jeszcze nie widzieliśmy. Niech wam się zrealizuje, to co zaplanowaliście i nie zapominajcie czasami odpoczywać.

W jaskini był duży ruch.
A takie widoki były po drodze.

4 komentarze:

  1. Achch, no żal, żal bo my na tych Filipinach to tylko tarasy, Manila i plaże. Ale następnym razem...

    Tymczasem zmieniamy kontynent już jutro i pędzimy dalej. Pozdrawiamy, niezmiennie powodzenia życząc!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dowiedzieliśmy się wreszcie po co te krzesła wiszą obok trumien. Otóż według tradycji filipińskiej zmarły po śmierci przez kilka dni (podobno do 9 dni nawet!) przebywa w swoim domu, jest to czas na pożegnanie z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, którzy przychodzą i spędzają czas w obecności zmarłego. Przez cały ten czas musi świecić się światło, domownicy wraz z gośćmi wymieniają się aby cały czas ktoś czuwał przy zmarłym, zachowują się tak jakby cały czas był wśród nich. Czasami sadza się zmarłego na krześle i to właśnie krzesło zawiesza się potem przy trumnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeraziłam się nie trumnami (widziałam je tam ze 30 lat temu), tylko tym znajomym, któremu chcecie wręczyć złoty medal. Tabela ze szczegółami, co trzeba zwiedzić, w której knajpie się pokazać... Br...Za moich czasów wszyscy łazili z Lonly Planet, teraz pewnie z komórkami, blogami, gps i tabelami. Zero spontaniczności. Jeżdżę po świecie od tylu lat i rzadko nawet rezerwuję hotele, nie prowadzę żadnych blogów, nie czytam innych blogów (a tu trafiłam szukając pewnej firmy, której nazwa jest bardzo podobna do nazwy cmentarza). Wiem jedno - gdy nie było netu - podróżowanie było znacznie ciekawsze, choć trudne, no i nie było tych tłumów, nie było wykutych na blachę podróżników, nie było mody na podróżowanie (tylko potrzeba!). Może te tabelki to rodzaj dopasowania się do reszty. Ludzie korporacji ścigają się w tabelkach na procenty sprzedaży, analizy itp., "korpopodróżnicy" zaliczają te same miejsca, co milion blogerów przed nimi i po nich.

    OdpowiedzUsuń
  4. 'Korpopodróżnicy' - ciekawe określenie ;-) Takie czasy, internet ułatwił podróże, poza tym stały się modne i dostępne więc na utartych szlakach turystycznych coraz więcej korpopodróżników. Kiedyś dzieliło się tych co jeżdżą na turystów i podróżników, teraz mamy trzecią kategorię ;-)
    Ale nadal są tacy co nie rezerwują hoteli, podróżują z potrzeby (a nie mody) i nadal mają 'pod górkę' bo chcą zboczyć z utartych szlaków, dotrzeć do miejsc, o których nawet biblia podróżników LP nie wspomina. To są dopiero wyzwania ;-)
    Pozdrawiam z upalnej Tajlandii;-)

    OdpowiedzUsuń