poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Laxmi – pracująca dziewczynka.


Życie Laxmi zmieniło się gdy miała 10 lat. Wtedy to w jej małym, wiejskim domku pojawili się obcy ludzie. Do tej pory mieszkała razem z rodzicami i licznym rodzeństwem w jednej izbie. Wszyscy spali na podłodze, gotowali na podłodze lub jeżeli nie padało, na dworze, a ubikacją (jeżeli tak ją można nazwać) był teren wokół domu. W dniu kiedy pojawili się obcy mama miała smutną minę i nic nie mówiła. Tata natomiast cały czas coś mówił i ustalał z obcymi, potem zadowolony pokiwał głową.
Laxmi nie wiedziała jeszcze, że oznacza to ustalenie stawki, za którą została sprzedana na służbę do obcych. Potem mama spakowała jej kurtę, uściskała i mała Laxmi opuściła na zawsze swój dom rodzinny.
Ruth
Gdy ją poznaliśmy miała 11 lat i mieszkała w domu Ruth w Gengtoku, stolicy Sikkim. Jej standard  życia poprawił się. Codziennie dostawała jedzenie, nie chodziła głodna, co zdarzało się w jej domu na wsi. Nadal jednak spała na podłodze i ciężko pracowała, podobnie jak u siebie w domu. Może czasami też tęskniła za mamą, rodzeństwem...
Miała szczęście, że trafiła do Ruth, nikt jej nie bił, nie głodził, nie kazał pracować ponad siły. Nie wszystkie dzieci  pracujące w Indiach jako pomoc domowa mają tak dobrze.
Dom Ruth to jeden pokój, kuchnia i łazienka z bieżącą wodą. Mieszka tam Ruth, jej córka z mężem, mały Samuel oraz czasami synowa ze swoim synem. Do obowiązków Laxmi należało opiekować się małym Samuelem, robić za pralkę (której w domu nie było), gotować i ogólnie sprzątać cały dom.  Ile razy pojawialiśmy się w domu Ruth, dziewczynka zawsze krzątała się po domu, nigdy nie widziałam, żeby siedziała i nic nie robiła. Ponieważ trafiła do domu chrześcijan imię Laxmi (hinduskiej bogini) jakoś nie pasowało „właścicielom”, zaczęto na nią mówić Pepri. Jak nam wytłumaczono, dlatego, że ma ciemną karnację (czarna jak pieprz). 
13 letnia Laxmi nigdy nie nauczy się czytać...
To ciekawe, że w Indiach nawet drobne różnice w odcieniu skóry mają znaczenie, im coś ciemniejsze tym gorsze. Jak dla mnie jej skóra niewiele się różniła od pozostałych członków rodziny. My mówiliśmy na nią Laxmi, mimo że wszyscy nas poprawiali. A dziewczynka tylko się uśmiechała. W ogóle dużo się uśmiechała, nie mówiła oczywiście nic po angielsku i była nieśmiała. Jak ją spotykaliśmy na ulicy i machaliśmy do niej zawsze odpowiadała uśmiechem, który zastępował Good Morning, albo coś podobnego.
Kiedyś „właściciele” czyli rodzina Ruth wyjechała na tydzień do Kathmandu, zdecydowano, że w tym czasie Pepri zamieszka u Martina i Neelam, czyli razem z nami.
Były to jej wakacje. Czasami przebywała w jednym domu, czasami w drugim, trochę pomagała w gotowaniu, ale w zasadzie miała czas wolny.  Jedno mnie tylko zdziwiło. W domu Martina były trzy pokoje, w jednym mieszkaliśmy my, drugi zajmowali gospodarze, trzeci był pusty, stały tam dwa wolne łóżka, ale Laxmi i tak spała na podłodze. Jakby znała swoje miejsce...
W czasie tego tygodnia jechaliśmy do Siliguri, w odwiedziny do rodziny Martinów, Pepri pojechała z nami. Na miejscu okazało się, że ta część rodziny też ma pomoc domową. Obie dziewczynki od razu wzięły się do gotowania i przez cały czas naszego pobytu nie wychodziły z kuchni.
Mały Samuel
Laxmi ma teraz 13 lat, cały czas mieszka w domu Ruth, jaka czeka ją przyszłość?
Jeżeli jej się poszczęści rodzice lub jej obecni „właściciele” znajdą jej męża. Może rodzina przyszłego męża zgodzi się na ślub bez posagu, w przeciwnym razie nici ze ślubu, bo rodziców nie stać na dauri. Po ślubie dziewczynka będzie pomocą domowa w domu teściowej, czyli nadal będzie robić to co robi. Jeżeli jej szczęście dopisze i urodzi syna jej pozycja w domu teściowej poprawi się, a na starość syn zapewni jej opiekę. To najlepsza z możliwości, więc tego jej należy życzyć...  Jeżeli będzie mieć same córki, nikt o nią nie zadba, bo córki przeniosą się do domów swoich mężów.
Historia Laxmi nie jest wyjątkiem w Indiach, taki sam los podziela wiele dzieci.
Podobno około 14,5% dzieci poniżej 14 lat w Indiach pracuje, pomimo iż  od 25 lat istnieją przepisy mówiące, że można zatrudniać osoby dopiero powyżej 14 roku życia.
Zgodnie z prawem dzieci powyżej 10 lat mogą pracować w pracach lekkich, pięć godzin dziennie za co najmniej 100 rupii (7 zł) za dzień. Tymczasem pracują wiele godzin za darmo bądź za kilka rupii, przekazywanych ich rodzicom. Z dzieckiem postępuje się często tak, jakby nie miało osobowości. Jest źle traktowane i pozbawione możliwości nauki.
Dla organizacji strzegących praw człowieka największym wyzwaniem jest zatrudnienie dzieci przy pracach zagrażających zdrowiu: produkcji sztucznych ogni, obróbce kamieni lub w kontakcie ze szkodliwymi substancjami chemicznymi.
Prawdą jest jednak to, że praca dzieci to duże wsparcie dla budżetów wielu ubogich indyjskich rodzin. Z tego punktu widzenia problem jest nie do rozwiązania, jeżeli rodzice nie dbają o swoje dzieci, to trudno oczekiwać, że państwo rozwiąże problem.

5 komentarzy:

  1. Takie uroki Indii choć kocham to czasem nie na widzę

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajrzałam do was po długiej przerwie i co poryczałam się :(. Jedynie co mogę to życzyć szczęścia dla Laximi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj droga Kuro! Jest mi niezmiernie miło, że do nas zaglądasz, ja tez cie oczywiście podczytuje! Tak to już jest, że jak słyszymy o tysiącach dzieci, o procentach, odsetkach to jest nam przykro, ale jak widzimy i znamy konkretną osobę to serce się kraje...
    pozdrowienia z Bombaju
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. A czy spotkaliscie sie Ewo z kims kto biorac sobie dziecko na sluzbe pomogl mu w edukacji, skonczeniu jakiejs szkoly? Czy cos takiego jest mozliwe?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, nie słyszeliśmy o czymś takim. Teoretycznie jest możliwe, ale rodziny biorące dzieci jako pomoc domową, uważają, że im pomagają bo dzieci mają gdzie spać i nie głodują, w domu byłoby im gorzej. Poza tym biorą je jako pomoc domową, a wysłanie do szkoły kłóci się z pracami w domu, więc nie sądzę, że do się zdarza. To smutne, ale w Indiach na wiele rzeczy patrzy sie inaczej.

    OdpowiedzUsuń