wtorek, 2 października 2012

Uwaga na wolontariaty AIESEC -u w Indiach! cz.1



AISEC to międzynarodowa organizacja, która wysyła studentów na wolontariaty lub praktyki do krajów całego świata, również do Indii. Żeby się „załapać” na taki program najpierw trzeba stać się członkiem tej organizacji, czyli po pierwsze być studentem lub świeżo po studiach (maksymalnie 2 lata), a po drugie zapłacić za to. Trzeba jeszcze znać angielski, być zweryfikowanym, wybranym i mieć mniej niż 30 lat. Potem już  całość wydaje się być prosta i dobrze zorganizowana, wybierasz program, który cię interesuje, kraj gdzie chcesz jechać, płacisz za wizę, bilety, zbierasz gotówkę potrzebną na pobyt, podpisujesz umowy i lecisz. Na miejscu jednak czasami okazuje się , że nie wszystko wygląda tak jak miało wyglądać.

Ostatnimi czasy odwiedziły nas trzy studentki (Marta, Gosia i Tosia), które zapragnęły czynić dobro w Indiach z pomocą AIESEC-u.  Przyjechały niezależnie od siebie, w różnym czasie, na różne programy. Poczytajcie o tym co z tego wyszło. Ku przestrodze!
Zaczynamy od wywiadu z Martą Świątek,  która już wcześniej wyjeżdżała z AIESEC-kiem do Chin, o czym można poczytać TUTAJ 
Natomiast o swoich przeżyciach w Indiach pisała na BLOGU 
   Skąd wziął pomysł wyjazdu na wolontariat z AIESEC-iem i dlaczego do Indii? Czy to była twoja pierwsza współpraca z tą organizacją?
Zdecydowałam się wyjechać na wolontariat z AIESEC ponieważ miałam już wcześniej doświadczenia z tą organizacją. W 2011 roku pracowałam jako nauczycielka języka angielskiego w Chinach i bardzo miło wspominam ten wyjazd. W tym roku początkowo miałam zamiar wyjechać do Afryki, jednak w bazie było tak dużo programów z Indii, że ostatecznie zdecydowałam się na ten kraj. Zwłaszcza że wybrany przeze mnie projekt bardzo odpowiadał moim zainteresowaniom.
 Co ci zaproponowano, jakie były ustalone warunki? Ile kosztował cię ten wyjazd? Jaki program wybrałaś?
Zdecydowałam się na projekt „People for Animals” w Punie – według opisu miałam pracować z lokalnym NGO, odpowiadać na zgłoszenia o maltretowaniu zwierząt, walczyć o prawa zwierząt, pomagać w biurokracji i rozmawiać z politykami. Projekt miał trwać 6 tygodni, organizacja AIESEC zapewniała mieszkanie, za które jednak należało wnieść tzw. „maintance fee” (koszty utrzymania) w wysokości 50$. Koszty wyżywienia oraz transportu należało pokryć samemu, do tego koszty wizy, szczepionek i biletów lotniczych. Należy się liczyć z tym, że taki wyjazd to wydatek minimum 3500 zł.
  Jak wyglądały realia po przyjeździe do Indii?
Po przyjeździe okazało się, że w obiecanym 3-pokojowym mieszkaniu ulokowano już 14 osób. Z braku miejsc pierwszą noc spędziłam w biurze AIESEC, następne dwie w prywatnym domu z Hinduską rodziną, po czym na dwa tygodnie wysłano mnie do małej górskiej mieściny, mimo że nie było tego w umowie. Na miejscu wraz z innymi wolontariuszami pracowałam w schronisku dla zwierząt. Pracownicy schroniska w ogóle nie wiedzieli dlaczego tam jesteśmy i jak możemy im pomóc, było za dużo rąk do pracy.
Po dwóch tygodniach wróciliśmy do Puny. Przez cały pozostały czas nie było dla nas pracy. Ponoć NGO z którym mieliśmy pracować się wycofało i AIESEC poszukiwał nowego partnera do współpracy.
Prawda jednak jest taka że pozostałe 4 tygodnie były oczekiwaniem na coś, co nigdy nie miało się wydarzyć. Problem dotyczył nie tylko naszego projektu. Ludzie z całego świata przyjechali by pracować przy projektach dotyczących praw dzieci, praw kobiet, świadomości AIDS… ponad 20 osób chcących pomóc, dzień w dzień czekających aż ich projekty ruszą i będą mogli do czegoś się przydać.

 Jaki był twój kontakt z organizatorami? Skoro pojawiły się problemy czy mogłaś liczyć na ich pomoc?
Gdy dzwoniłam do managera mojego projektu nigdy nie odbierał telefonu, nigdy też nie oddzwaniał. Na spotkaniach cały czas twierdził, że znaleźli nowe NGO i następnego dnia zaczniemy pracę. Oczywiście następnego dnia nic się nie działo.
Razem z innymi wolontariuszami zorganizowaliśmy spotkanie z prezydentem lokalnego komitetu AIESEC, na którym zostały wysłuchane i zanotowane nasze zastrzeżenia. Spotkanie zakończyło się obietnicami, które nigdy nie zostały dotrzymane. 
 Jak ostatecznie zakończyła się twoja przygoda?
Po 3 tygodniach postanowiłam odpuścić sobie czekanie i opuściłam projekt wcześniej niż zakładała umowa. Oprócz pierwszych dwóch tygodni nie zrobiłam nic co mogłoby w jakikolwiek sposób pomóc w walce na rzecz praw zwierząt w Indiach.
 Jakie porady i wskazówki mogłabyś udzielić innym studentom, którzy zastanawiaja się nad takim wolontariatem?
Podczas rekrutacji radziłabym poprosić o kontakt do innego wolontariusza, który pracuje przy projekcie i być może jest już na miejscu. Kontakty z wolontariuszami z innych projektów też mogą być przydatne – żeby zapytać o warunki, mieszkanie, atmosferę. Jeżeli organizatorzy nie chcą się na to zgodzić, może to świadczyć tylko o jednym – że mają coś do ukrycia.
Pomimo że projekt w Indiach był totalnym niewypałem, uważam że wyjazd na wolontariat z AIESEC może być niesamowitym doświadczeniem. Takie wspomnienia zachowałam z wolontariatu w Chinach dlatego wiem, że można trafić na naprawdę dobrze zorganizowany projekt. Należy jednak być ostrożnym przy wyborze i zawsze zaczerpnąć opinii innych uczestników.

W cz. 2 relacja Tosi Zarakowskiej
 i w cz. 3 - Małgosi Rączki

9 komentarzy:

  1. może kwestia kraju albo nie dopracowanych umów...?

    OdpowiedzUsuń
  2. A może w ogóle uważać na wolontariaty płatne? trochę to kłóci się praca za darmo i jeszcze opłać sobie wszystko. W powyzszym przypadku widać, że tu najmniej chodziło o wolontariat. Ostatnio namnożyło się płatnych wolontariatów,a zwłaszcza w Indiach. Mam wątpliwości, zwłaszcza jak widzę identyczne koszta pobytu w różnych krajach, np. 280 dolarów na tydzień w Indiach, Gwatemali itd.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za przeprowadzenie ze mną wywiadu oraz ugoszczenie mnie w Bombaju :)

    Tak jak wspomniałam, wszystko zależy od kraju a także od miasta. Każde miasto ma swój lokalny komitet. Niemniej jednak można trafić na bardzo fajne projekty.

    W Polsce też są organizowane wolontariaty przez AIESEC i przyjeżdża do nas sporo wolontariuszy z całego świata. Z tego co wiem funkcjonuje to całkiem nieźle. Będąc w Chinach spotkałam chłopaka, który był w Szczecinie i pracował z organizacjami pozarządowymi. Bardzo sobie chwalił ten wyjazd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Krótka to była gościna, zdecydowanie nie ma za co.
    Ale zapraszamy znów. Może w Mumbaju, to może gdzieś indziej, bo w sumie, kto wie, gdzie będziemy za następne pół roku

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam identyczne doświadczenia z AIESECiem w Indonezji. Zmarnowałam mnóstwo czasu i pieniędzy na ten wyjazd. Nic nie grało tak jak powinno. Podobne są również opinie pozostałych wolontariuszy, których poznałam w czasie mojego pobytu w tym kraju. Jeśli więc ktoś zastanawia się nad wyjazdem do Indonezji: odradzam, zdecydowanie lepiej pojechać sobie na prywatną wycieczkę- będzie taniej, przyjemniej, zrobisz i zobaczysz o wiele więcej, a także poznasz więcej ludzi. Oddać się w opiekę Indonezyjczykom, to jak oddać się w opieke 5-latkom. Niesamowicie mnie ten wyjazd rozczarował.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę, koszty kosztami...nie spełniam warunków...a szkoda :)
    PS: Bardzo przydatne informacje!
    A Wasz blog czytam od deski do deski.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszymy się, że do nas zaglądasz;-) Pozdrawiamy i zapraszamy kiedyś do Azji....

      Usuń
  7. Różnie można trafić, ja byłem na Tajwanie i organizacyjnie nie było żadnych zgrzytów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie wszystko zależy od kraju do którego jedziesz, dlatego warto dowiedzieć się jak najwięcej przed wyjazdem. Nie liczyć na to, że skoro w np. w Chinach czy Tajwanie było ok. to w Indiach też.

      Usuń