niedziela, 1 listopada 2015

O śmierci inaczej ....

1 listopad to u nas piękny słoneczny dzień, który absolutnie nie przypomina mi Wszystkich Świętych, a jednak dzień ten skłonił mnie do pewnych rozmyślań...
Może niektórzy z was pamiętają taką scenę z serialu „Wikingowie” gdzie wojownik przychodzi do Ragnara (wodza) i prosi aby go zabrał na następną wyprawę wojenną. Wszyscy wokół się śmieją mówiąc, że chyba jest już za stary na to. Dla nich człowiek 40to letni był już stary;) Nasz wojownik tłumaczy, że wszyscy jego znajomi już odeszli do Walhalli czyli krainy wiecznej szczęśliwości gdzie trafiają polegli w boju wojownicy, tylko on jeszcze błąka się po tym świecie. Po czym Ragnar oczywiście zgadza się zabrać go ze sobą.  Za jakiś czas oglądamy scenę, gdzie po strasznej bitwie, nasz wojownik siedzi załamany i stwierdza, że chyba bogowie nie chcą go przyjąć do Walhalli. W kolejnej bitwie dostaje śmiertelny cios. Widzimy go uśmiechniętego, gdy Ragnar podchodzi i klepie go po ramieniu, żegnając się z nim...
Człowiek, który przygotował się na przybycie śmierci, co więcej, przyjmuje ją z radością.
Jakoś nam trudno to sobie wyobrazić. Podobnie jak trudno było uwierzyć porwanemu mnichowi, że ktoś dobrowolnie zdecydował się oddać swoje życie w ofierze bogom (również scena z „Wikingów”). W naszej kulturze człowiek MUSI żyć, musi nawet chcieć żyć. Niewyobrażalne jest, że ktoś chce umrzeć, ma już dość życia, jest pogodzony ze śmiercią i czeka na nią. To zaraz traktowane jest w kategorii grzechu...
Tymczasem w niektórych plemionach indiańskich, jeżeli stary człowiek uznał, że pora umierać, szedł samotnie w las i nie wracał. Nikt go nie zatrzymywał, nie tłumaczył, że tak nie wolno, że musisz żyć ...
Tajska chedi czyli rodzaj nagrobku.
Niesamowite jak bardzo na myślenie o śmierci wpływa religia i nasze wierzenia. Obserwujemy to mieszkając w kraju buddyjskim, gdzie wiara w reinkarnacje wydaje się łagodzić ból i lęk związany ze śmiercią. A podejście do zmarłego jest jakby bardziej „lekkie”, co nas zadziwiło np. będąc w świątyni, którą nazwaliśmy „świątynia z trupami”. Natomiast 'cmentarze buddyjskie' to najczęściej mur wokół świątyni, gdzie umieszcza się urny z prochami zmarłych. Czasami prochy rozsypuje się do morza lub rzeki, a jeżeli jest to ktoś ważny i bogatszy prochy umieszcza się w stupie, inaczej nazywanej chedi (czedi) czyli jakby wieży świątynnej. A np. nasz bardzo bliski znajomy Taj powiedział nam, że prochy swojej mamy trzyma u siebie w domu (?!) 
‘Cmentarze buddyjskie’ czyli mur wokół świątyni wcale nie kojarzą się z miejscem szczególnym, wymagającym zachowania powagi i ciszy. Cmentarze w naszym rozumieniu, z nagrobkami, trudno tutaj znaleźć, nam się raz udało. 
Po śmierci bliskiej osoby w Tajlandii uroczystości żałobne poprzedzające kremacje odbywają się w domu i trwają kilka dni, przychodzi rodzina, sąsiedzi, znajomi z pracy, żegnają zmarłego, modlą się i rozmawiają. Nie zatrudnia się tzw. ‘płaczek’, które będą lamentować i zawodzić. Jest to czas spokojnego pożegnania i pogodzenia się ze śmiercią.  
W pewnych plemionach na północy Filipin (wyspa Luzon), gdzie oglądaliśmy ciekawy sposób pochówku czyli wiszące trumny, jest jeszcze dziwniejszy sposób pożegnania zmarłego.  W czasie kilkudniowych uroczystości żałobnych zmarłego sadza się na krześle i w ten sposób uczestniczy on w normalnym życiu rodziny, a potem to krzesło zawiesza się przy trumnie na ‘skalnym cmentarzu’.
A już najbardziej dziwne i szokujące dla nas było obserwowanie 'gatów kremacyjnych' w Waranasi (w Indiach) nad świętą rzeką Ganges.

Wiszące trumny w Sagadzie - Filipiny
Podejście do śmierci zmieniło się też wraz z rozwojem cywilizacji. Kiedyś umieranie było tak powszechną częścią życia, że ludzie byli chyba bardziej oswojeni ze śmiercią. Na 10 urodzonych dzieci czasami tylko troje dożywało pierwszego roku. Ludzie chorowali, co najczęściej kończyło się śmiercią, wojny przetaczały się przez kraje prawie jak pory roku. Ludzie wtedy modlili się ‘od nagłej i niespodziewanej śmierci, zachowaj na Panie’, a teraz, jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez CBOS, na pytanie „Jak chciałbyś umrzeć?”, 71% Polaków odpowiedziało „W sposób niespodziewany”, najlepiej we śnie. Tylko co piąty z nas uważa, że do śmierci powinniśmy się przygotować.  W obecnych czasach o umieraniu się nie mówi, śmierć jest tematem TABU. Nikt nie zapyta osobę umierającą ‘jak chciałbyś być pochowany?’ bo to prawie jakbyśmy się pogodzili z jej śmiercią, wszyscy wokół będą udawać, że śmierć nie przyjdzie.

Pogodzić się z nieuniknionym.
Trudno nam wyobrazić sobie, że można umierać z uśmiechem. Że w ogóle śmierć można traktować na wesoło. A tymczasem np. na Filipinach (kraju katolickim) w czasie Wszystkich Świętych na cmentarzach odbywa się fiesta. Całe rodziny imprezują siedząc na grobach, jest jedzenie, muzyka, pogawędki, czasami nawet telewizor oraz sprzęt do karaoke. Oczywiście wokół pełno straganów oferujących ‘wszystko co dusza zapragnie’. Filipińczycy uważają, że w ten sposób zmarli uczestniczą w ich życiu.  Podobnie w Meksyku, Zaduszki to święto radosne, kolorowe, pełne muzyki i śpiewu. 
Impreza na grobie - Filipiny
Czy w naszej polskiej kulturze można mówić o czymś takim jak ‘dobra śmierć’? Czy można przygotować się na odejście bliskiej osoby jeżeli mówienie o umieraniu to prawie przewinienie? Zawsze będzie ból i smutek, ale może da się uniknąć rozpaczy, tragedii i depresji?
Jak to zrobić jeżeli wszyscy udają, że śmierć nie nadejdzie. Nawet jeżeli szanse na wyzdrowienie są znikome podejmuje się kolejne terapie, które obciążają i wyniszczają chorego, często powodując cierpienie. Niedawno spotkałam się z określeniem 'leczenie paliatywne'. Można powiedzieć, że to rodzaj ‘terapii’ polegającej na uśmierzeniu cierpienia, głównie fizycznego bólu, ale również psychicznego czyli przede wszystkim rozmowa o tym co się dzieje z chorym, o nadziei, ale również o umieraniu. Nie jest to jednoznaczne z rezygnacją z dalszej walki z chorobą. U nas nadal rzadko mówi  się o takiej medycynie bo to źle się kojarzy, to jak przyznanie się do  porażki, bezsilności, pogodzeniem się z faktem, że ktoś umiera. A przecież rozmowa o tym, jak będziecie żyć gdy mnie nie będzie, nie oznacza że już umieram. Jest na pewno bardzo trudna, ale może ułatwi pogodzić się z nieuniknionym? Może dla wielu osób to dziwne, że w ogóle o tym pisze, ale poznawanie innych kultur spowodowało, że inaczej patrze na pewne sprawy...


Mur wokół świątyni buddyjskiej, który jest miejscem pochówku prochów zmarłych.






Ciała zmarłych w tajskiej świątyni.



Zwróćcie uwagę na bałagan wokół, miejsce to wcale nie kojarzyło się nam z atmosferą znaną nam z polskich cmentarzy... nie czuliśmy tego co u nas nazywamy 'szacunek dla zmarłych'. Tajowie uważają, że to dusza, która przechodzi reinkarnacje jest ważna...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz