niedziela, 14 kwietnia 2013

KAMBODŻA – w prowincji Ratanakiri czyli tam gdzie diabeł mówi dobranoc.


Przed naszą podróżą Kambodża kojarzyła mi się z krwawą wojną domową i z tym, że sławni ludzie adoptowali dzieci z tego biednego kraju. Kiedyś samo wyobrażenie, że mogę być w Kambodży, zobaczyć Ankor Wat, popłynąć Mekongiem wydawało mi się tak nierealne jak polecieć na Księżyc. Ale …. czasami marzenia się spełniają.
Byłam więc w Kambodży, płynęłam po Mekongu, widziałam Ankor Wat …. 
Jeszcze mi ten Księżyc został ;-)
 

Naszą podróż po Kambodży zaczęliśmy od prowincji Ratanakiri, gdzie mogliśmy zobaczyć kambodżańską dżunglę, wioski i mniejszości etniczne, a co najważniejsze nie widzieliśmy turystów;-) 
Ban Lung
Decyzja o tym gdzie jechać zapadła spontanicznie i jak to czasami bywa w podróży przez przypadek.
Jadąc od granicy laotańsko kambodżańskiej autobusem poznaliśmy Francuzkę i Angielkę, i to one zachęciły nas żeby tam jechać. Ta część Kambodży jest bardzo słabo zaludniona. Są tam głównie dżungle gdzie ukrywały się oddziały Czerwonych Khmerów, zanim doszli do władzy i potem jak byli odsunięci od władzy. Szyli miejsce niebezpieczne w przeszłości, gdzie ciągle szalała partyzantka. Jak się łatwo domyślić nie jest to miejsce często odwiedzane przez turystów, wszyscy jadą zobaczyć Ankor Wat, a nie jakieś dżungle i wioski.
Wypożyczalnia rowerów
Przyjazd tutaj to była bardzo dobra decyzja. Spędziliśmy 6 bardzo miłych dni w Ban Lung, małej mieścince, która jest stolicą tej prowincji, chociaż bardziej przypomina większą wieś. Najbardziej urzekli nas tutaj sympatyczni ludzie, uśmiechnięci, życzliwi, wszystkie dzieci wesoło machały i wołały do nas „hallo”. Spotkaliśmy się z przejawami bezinteresownej życzliwości np. kupując jakąś whisky dostaliśmy dodatkowo kiść bananów za darmo, pechowo kupiona butelka wypadła mi z reklamówki i się potłukła, ale pani zaraz dała następną, nie robiąc problemów, innym razem naprawialiśmy naszą ładowarkę do laptopa i pan stwierdził, że nie trzeba płacić. Udało nam się też załapać na jakąś lokalną imprezę, gdzie zostaliśmy poczęstowani piwem i jedzeniem, przy okazji posłuchaliśmy ich występów artystycznych, wszyscy się bardzo cieszyli, że jesteśmy ich gośćmi.
Robiliśmy sobie super wycieczki rowerowe, motorowe i piesze. Jadąc rowerem przez pobliskie wsie wszyscy do nas machali i wesoło się uśmiechali.
Największą atrakcją tego miejsca jest jezioro powstałe w kraterze powulkanicznym, okoliczne wodospady, oraz wsie, gdzie mieszkają mniejszości etniczne. Obejrzeliśmy wszystkie te atrakcje.
Szczególnie ciekawa była wieś o nazwie Kress, która przypominała miejscowości z filmów Cejrowskiego, w centrum wsi coś w rodzaju lokalnej świetlicy i pompa z wodą, jedyna w całej wsi. Dookoła ustawione domki na palach większe, mniejsze i całkiem malutkie, wokół spacerują czarne świnie, psy, kaczki, kury i mnóstwo wesołych dzieci. Mieszkańcy wsi niestety ani słowa nie potrafią po ang, mimo to bardzo próbowali nawiązać “rozmowę”. Poczęstowali nas wodą, posiedzieliśmy trochę, porobiliśmy zdjęcia i pojechali dalej. .
Mieliśmy również okazję oglądać akcję przenoszenia domku, co prawda załapaliśmy się już na sam finał, właściwie to sami nie wiedzieliśmy w jakim celu ten domek był przenoszony, ale panowie byli potem z siebie bardzo zadowoleni, że się udało. Teraz już wiemy, że taki mały domek przygotowywany jest dla młodej dziewczyny szukającej męża. Dziewczyna spędza tam większą część dnia. Jest to sygnał dla wszystkich w okolicy, że jest już gotowa do zamążpójścia. Schodzą się więc kandydaci, zaglądają, oglądają, rozmawiają z ojcem dziewczyny i dobijają targu. Nic więc dziwnego, że panowie byli tacy zadowoleni, wesele w wiosce się szykowało… 
Przenoszenie domków
Po kilku dniach pobytu w Ban Lung, wykupiliśmy bilet do Phnom Penh (5 USD/osobę) i po 12 godzinnej podróży dotarliśmy do stolicy Kambodży. W miarę przesuwania się na południe drogi stawały się lepsze, a tereny wokół bardziej zaludnione. Coraz częściej mijaliśmy większe miasta, a wsie wyglądały znacznie lepiej. 
Ale o tym w następnej opowieści o Kambodży.

Produkcja talerzy z liści bananowca


Stacja benzynowa w Kambodży


Pidżama - częsty strój kobiet w Kambodży
Dziewczynka we wsi Kress

"Uliczne żarcie" czyli to co lubimy w naszej podróży;-)
Domek dla duchów

1 komentarz:

  1. najbardziej mi sie podoba stacja benzynowa :-D!

    OdpowiedzUsuń